„ŻYCIE SPEŁNIONE”
Dodane przez Administrator dnia Luty 12 2013 14:40:23

ŻYCIE SPEŁNIONE

(Ostatnie pożegnanie śp. Jana Kocjana, 29. 12. 2012)


       Nikt z nas właściwie nie ma potrzebnych kompetencji ani uprawnień ku temu, by jakoś całościowo i dogłębnie oceniać drugiego człowieka, ale w przypadku śp. Jana samoczynnie nasuwa się nam opinia- MIAŁ SPEŁNIONE ŻYCIE. Zarówno pod względem czasu jego trwania, jak i jakości. Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

ŻYCIE SPEŁNIONE

(Ostatnie pożegnanie śp. Jana Kocjana, 29. 12. 2012)


       Nikt z nas właściwie nie ma potrzebnych kompetencji ani uprawnień ku temu, by jakoś całościowo i dogłębnie oceniać drugiego człowieka, ale w przypadku śp. Jana samoczynnie nasuwa się nam opinia- MIAŁ SPEŁNIONE ŻYCIE. Zarówno pod względem czasu jego trwania, jak i jakości.

Urodziny mieliśmy tego samego dnia. Dwa lata temu, 20 listopada, on świętował swoją dziewięćdziesiątkę, a ja dokładnie połowę jego wieku.


W jego przypadku na spełnienie w kwestii jakości składają się trzy płaszczyzny:


1.  Relacja z Bogiem.


Jan ze łzami w oczach przyjmował Komunię świętą w każdy pierwszy piątek miesiąca. Zawsze pamiętał o rocznicy śmierci swojej żony i z dużym wyprzedzeniem zamawiał w jej intencji Mszę świętą. Sakrament Namaszczenia olejem chorych otrzymał w dniu, w którym jego prawnuczek Piotruś,  kilka godzin wcześniej, został namaszczony olejem katechumenów w Chrzcie świętym.


2.  Relacja z Bliskimi.


Kiedy jeszcze mieszkał samodzielnie w swoim mieszkanku pod numerem 55, siadaliśmy czasem na ławeczce przed domem i pytałem go wówczas, jak sobie radzi. „Dbają o mnie”- mówił- Synowa przynosi mi smaczne obiadki, potrzebne leki. Jest dobrze, niczego mi nie brakuje. Tylko ta noga tak okropnie boli…”.


W ostatnim roku siły opuściły go na tyle, że musiał zrezygnować ze swej samodzielności. W domu Syna został otoczony serdeczną troską. Umarł w przyjaznym łóżku.


3.  Relacje z Sąsiadami.


Nierzadko zdarzało mi się, że ludzie wypytywali mnie o zdrowie Jana, o jego samopoczucie i formę. Pewnie była w tym i zwyczajna ludzka ciekawość, ale wyczuwałem także życzliwe zainteresowanie, będące wyrazem sympatii i szacunku. Ci, z którymi o nim rozmawiałem twierdzili, że zawsze był człowiekiem pogodnym, otwartym i uczynnym. Spokojnym i życzliwym.


       Na tyle dane mi było go poznać, o czym też daję świadectwo. Myślę, że wielu z nas towarzyszy dziś odczucie, że JAN miał SPEŁNIONE ŻYCIE, i Bogu niech będą za to dzięki!