„GODNA NIEGODNOŚĆ”
Dodane przez Administrator dnia Luty 13 2013 17:30:00

GODNA NIEGODNOŚĆ

( 10 lutego 2013’)


       W każdym z dzisiejszych czytań obecny jest motyw poczucia własnej niegodności. Świadomość  grzeszności, odczuwanie winy. W najbliższą środę (Popielec), kierowani tym poczuciem, pochylimy nasze głowy i przyjmiemy posypanie ich popiołem.
Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

GODNA NIEGODNOŚĆ

( 10 lutego 2013’)


       W każdym z dzisiejszych czytań obecny jest motyw poczucia własnej niegodności. Świadomość  grzeszności, odczuwanie winy. W najbliższą środę (Popielec), kierowani tym poczuciem, pochylimy nasze głowy i przyjmiemy posypanie ich popiołem.


W pierwszym czytaniu Prorok Izajasz lamentuje- „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach…”.


W drugim święty Paweł nazywa siebie „płodem poronionym”. Uważa siebie za najmniejszego z apostołów, a właściwie nawet za niegodnego tej nazwy. Pamięta wyrządzone zło- prześladowanie uczniów Jezusa. Można go oczywiście próbować usprawiedliwiać, twierdząc, że działał w dobrej wierze (obrona judaizmu przed bluźnierczą herezją), ale czy można nazwać dobrą taką wiarę, która krzywdzi w imię idei?


I w końcu Szymon Piotr. Fragment Ewangelii Łukasza, który słyszeliśmy, ukazuje go trudzącego się całą noc nad łowieniem ryb. Tym razem bez efektów. Na polecenie Mistrza wypływa jednak ponownie i niedługo później wpada w zdumienie nad obfitością tego połowu. Przypada wówczas do nóg Jezusa i woła zgnębiony: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny!”.


Poczucie własnej niegodności. Świadomość grzechu. Pokora.


Jaką mają wartość? Czy mogą przynosić dobre owoce?


       Można założyć, że otwierają człowieka na działanie Boga, wzbudzają w nim pragnienie łaski. Wina mnie przytłacza- potrzebuję Jezusa, Który mnie od niej uwolni, Który uzdolni mnie do dobra i miłości. „Za łaską Boga jestem tym, czym jestem”,  napisał Paweł.


Dostrzeganie własnej grzeszności czyni nas też bardziej wyrozumiałymi względem słabości innych, pomaga nam wybaczać im ich ewentualne winy. Czyni nas łagodniejszymi, delikatniejszymi, ale…


       Ale, jak ze wszystkim, tak i z tym poczuciem, można przesadzić. W swojej pokorze można pójść zbyt daleko. I wtedy owoce będą negatywne. Na przykład jakie?


Można przez to nabyć chorobliwego poczucia winy, co już jest obsesją. Prowadzi ona nieuchronnie do utraty wiary w siebie, w swoje możliwości. Odbiera radość i siłę. Objawia się strachem przed jakimkolwiek działaniem, bo „z pewnością wszystko sknocę”. 


       By uniknąć tej skrajności, spójrzmy raz jeszcze na postawę Pawła. Oto on z jednej strony określa siebie mianem „poronionego płodu”, ale z drugiej „rozkazuje” Koryntianom, założonej przez siebie wspólnocie, by postępowała zgodnie z jego zaleceniami. Rozkazuje, a wiec nie ma w nim jakiegoś zgaszenia, jakiejś przesadnej nieśmiałości, braku pewności siebie. Jest stanowczość. On też, czując się „najmniejszym z apostołów”, ma wrażenie, że „pracował więcej od nich wszystkich”, co podkreśla z satysfakcją, bez fałszywej skromności. Z dumą.


Takiej  to godnej niegodności trzeba się nam od niego uczyć, bo owo wypośrodkowanie służy równowadze ducha.