„SERCE I ROZUM”
Dodane przez Administrator dnia Kwiecień 05 2013 16:13:20

SERCE I ROZUM

(Noc Zmartwychwstania 2013’)


Staruszeńcy wyznają często- ależ nam życie dało w kość! Doświadczyli strachu, bólu, wyczerpania, krzywdy. Odcisnęły się te doświadczenia na ich psychice. Zabrały wiele fizycznego zdrowia. Jeśli jednak te cierpienia udoskonaliły ich dusze, to cena za to- choćby była ogromna- schodzi jakby na plan dalszy. Efekt jest najważniejszy-  by na progu wieczności stanąć w jak najlepszej formie duchowej. By nasza dusza odnalazła się kiedyś w ciele uwielbionym, które mamy otrzymać przy powszechnym zmartwychwstaniu. By czuła się w tym ciele na swoim miejscu. By można było mówić o równowadze i szczęściu. Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

SERCE I ROZUM

(Noc Zmartwychwstania 2013’)


Staruszeńcy wyznają często- ależ nam życie dało w kość! Doświadczyli strachu, bólu, wyczerpania, krzywdy. Odcisnęły się te doświadczenia na ich psychice. Zabrały wiele fizycznego zdrowia. Jeśli jednak te cierpienia udoskonaliły ich dusze, to cena za to- choćby była ogromna- schodzi jakby na plan dalszy. Efekt jest najważniejszy-  by na progu wieczności stanąć w jak najlepszej formie duchowej. By nasza dusza odnalazła się kiedyś w ciele uwielbionym, które mamy otrzymać przy powszechnym zmartwychwstaniu. By czuła się w tym ciele na swoim miejscu. By można było mówić o równowadze i szczęściu.


Wielbiąc dziś Boga za Zmartwychwstanie Chrystusa, i za nadzieję na nasze powstanie z martwych, chcemy podumać przez chwilę nad zmierzaniem ku pełni człowieczeństwa, nad naszym rozwojem duchowym. Znacie reklamę „Serce i Rozum”. Wydaje się być sympatyczna. Myślę, że lubimy ją także dlatego, iż czujemy, że oddaje coś z istoty naszych pragnień i dążeń- harmonijne połączenie w człowieku sfery emocjonalnej i intelektualnej. Weźmy pod uwagę ten właśnie motyw.


Dzisiejsza Ewangelia pełna jest uczuciowości i racjonalności. Ta pierwsza bardziej jest widoczna w zachowaniu biblijnych niewiast, a ta druga w postawie mężczyzn, ale oczywiście tak nie musi być- choć pewne prawidła, wynikające z różnego rozkładania przez nas akcentów, dają się zwykle zauważyć. Kobiety skoro świt pobiegły do grobu Jezusa, by spełnić wobec Niego ostatnią posługę- namaszczenie. Spontaniczna gorliwość. Nie znajdują Jego ciała. Przychodzi bezradność. Potem strach. Słyszą w końcu od tajemniczych Nieznajomych radosną nowinę o Zmartwychwstaniu Pana. Biegną rozgorączkowane, by podzielić się swoim szczęściem z Apostołami. I tutaj następuje racjonalne wyhamowanie. Jedenastu przyjmuje te rewelacje z wielkim sceptycyzmem. „Słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary.” Niestety Dziesięciu z nich na tym poprzestało. Jakże wielu z nas zostaje w życiu w tym właśnie punkcie…Sama negacja jednak to nie jest wielka sztuka. Piotr o tym wie. Biegnie więc do grobu, by sprawdzić, jak się sprawy mają. Badawczość- kolejny krok rozumności. Zastaje wszystko tak, jak to usłyszał od kobiet, ale to go jeszcze nie przekonuje. Wraca jednak do domu zdziwiony. Zdziwienie to początek odkrywania prawdy. Spoglądając więc na ten fragment Ewangelii pod kątem ludzkich odczuć i przemyśleń, trzeba przyznać, że umiejętnie łączy on w sobie owo pójście za głosem serca, z pójściem za głosem rozumu. Do tego chcemy zmierzać. To cel naszych duchowych starań i zmagań.


W kontekście tych rozważań skierujmy teraz naszą uwagę na Papieża Franciszka. Między innymi jako ciekawe jawi się u niego to, że wydaje się łączyć w sobie żywiołowy (mimo wieku) temperament Argentyńczyka ze stanowczym zdecydowaniem hierarchy, pasterza. Jest jezuitą. Wiemy, że to zakon zdyscyplinowanych intelektualistów. Przybiera jednak imię Biedaczyny z Asyżu. Znamy styl franciszkański. Tę dobrotliwość, życzliwość i naturalność. Pokój i Dobro. W przeszłości te dwie ścieżki duchowe niejednokrotnie rozmijały się, a bywało, że wchodziły ze sobą w ostre konflikty. Wystarczy wspomnieć tzw. „spór akomodacyjny”, dotyczący ewangelizacji Chin w XVII wieku. Metody jezuickie, polegające na przyjaznym potraktowaniu zastanej kultury, przynosiły imponujące rezultaty. Niestety postawa przybyłych potem franciszkanów, zgoła odmienna, negująca wszelkie „pogaństwo”, doprowadziła do wypędzenia wszystkich misjonarzy i krwawych prześladowań chrześcijan. I oto Jorge Mario Bergoglio jednoczy w sobie ducha Towarzystwa Jezusowego z duchem Franciszka Bernardone. Czyżby serce i rozum znalazły w nim zgodną kwaterę? Oby!


Chcemy się doskonalić duchowo. Chcemy uczyć się bycia ludźmi wrażliwymi i mądrymi zarazem. Pragniemy, by nasza dusza pasowała kiedyś do ciała uwielbionego, które na wieczność przewidział dla nas Zmartwychwstały Pan.