„WIĘKSZA SZTUKA”
Dodane przez Administrator dnia Październik 06 2013 12:44:11

WIĘKSZA SZTUKA

(15 września 2013 roku)

Jest w Internecie Forum Meteopatów, którzy sami siebie nazywają „ludźmi chorymi na pogodę”. Dyskutują tam sobie, dzielą się przemyśleniami, doświadczeniami. Piszą o tym, jak wielki wpływa na funkcjonowanie ludzkiego organizmu może mieć wiatr, wilgotność powietrza, nadchodząca zmiana frontu atmosferycznego. Piszą o drażliwości, skrajnym osłabieniu, apatii, a nawet depresji. Wypowiadają się tam też różni specjaliści. Zaznaczają, że jest to zjawisko nie do końca zbadane. Niezależnie jednak od tego zachęcają, by obok dbania o siebie (posiłki, sen), nieustannie próbować przekraczać siebie. Nie poddawać się. Mobilizować się do ruchu, wysiłku. Podkreślają, że rezygnacja z takiego zmagania pogłębia problem. Pójście na łatwiznę bowiem, wcześniej czy później, tak czy inaczej, obraca się w końcu przeciwko człowiekowi. Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

WIĘKSZA SZTUKA

(15 września 2013 roku)

Jest w Internecie Forum Meteopatów, którzy sami siebie nazywają „ludźmi chorymi na pogodę”. Dyskutują tam sobie, dzielą się przemyśleniami, doświadczeniami. Piszą o tym, jak wielki wpływa na funkcjonowanie ludzkiego organizmu może mieć wiatr, wilgotność powietrza, nadchodząca zmiana frontu atmosferycznego. Piszą o drażliwości, skrajnym osłabieniu, apatii, a nawet depresji. Wypowiadają się tam też różni specjaliści. Zaznaczają, że jest to zjawisko nie do końca zbadane. Niezależnie jednak od tego zachęcają, by obok dbania o siebie (posiłki, sen), nieustannie próbować przekraczać siebie. Nie poddawać się. Mobilizować się do ruchu, wysiłku. Podkreślają, że rezygnacja z takiego zmagania pogłębia problem. Pójście na łatwiznę bowiem, wcześniej czy później, tak czy inaczej, obraca się w końcu przeciwko człowiekowi. 



Przenieśmy ten motyw na płaszczyznę ducha. Najpierw odnieśmy go do naszej relacji z Bogiem. We fragmencie Księgi Wyjścia słyszeliśmy o wędrówce Hebrajczyków z niewoli egipskiej. Jej pierwszy etap pełen był „nadopiekuńczości” Jahwe. Prowadził ich, jak małe dzieci. Zapewniał wszystko, czego potrzebowali. I oto dobrnęli do punktu przełomowego. Góra Synaj. Bóg chce im postawić wymagania. Zanim to jednak nastąpi- czy też może w ramach przygotowania do tego wydarzenia- zaczynają odczuwać pustkę. Nawet Mojżesz, ten znak bliskości Najwyższego, zniknął na szczycie i nie wiadomo, czy wróci. Trzeba więc coś wymyślić. Posąg cielca ulany z metalu. Bóg, którego widać, a nawet można dotknąć. Oto spełnienie pragnień ludu. Wiara łatwa. Zgubna! Dlaczego? Bo to namiastka, która nie jest w stanie zaspokoić ludzkiej duszy. Bo to ułuda, która nie może dać zbawienia.



W drugim czytaniu św. Paweł opowiadał dziś Tymoteuszowi i nam o swojej wierze. O swojej niełatwej wierze. Wcześniej, będąc faryzeuszem, kroczył nieskomplikowaną ścieżką. Miał receptę na życie, zawartą w prawie religijnym (248 nakazów i 365 zakazów). Cieszył się poważaniem. Sprawował władzę. I oto porzuca to wszystko dla poniewierki, prześladowań, odrzucenia (uznano go przecież za zdrajcę narodu i religii). Dlaczego? Co nim kieruje? Odkrył, że Ewangelia „to nauka zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania”. Wybrał to, co jawiło mu się jako prawda, choć było znacznie trudniejsze od dotychczasowej drogi. Przekroczył siebie. Umiał wyjść ponad naturalny odruch szukania w życiu tego, co łatwiejsze.



A teraz kwestia relacji z ludźmi. W miniony czwartek czytany był taki oto fragment Ewangelii Łukasza: „Jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność. I grzesznicy to samo czynią”. Życzliwość wobec tych, którzy darzą nas sympatią, to nie jest wielka sztuka. To właściwie żadna sztuka! To naturalny odruch. I nie chodzi o to, by postępować wbrew naturze, ale o to, by czasem „wymagać od siebie więcej, niż ona może dać” (św. Brat Albert). W dzisiejszej Ewangelii widzimy Jezusa wśród celników i grzeszników. To nie byli jacyś biedaczkowie, wymagający troskliwej obecności. Celnicy to byli ździercy. Łotry, krzywdzące współbraci. Grzesznicy zaś, to ogólnie rzecz ujmując, ludzie lekceważący Boga i Jego wolę. I Jezus z nimi ucztował. Dlaczego? No przecież nie po to, by wyrazić swoją akceptację wobec ich złego postępowania- spokojnie! Po co więc? By im swoją obecnością powiedzieć- jeśli zło, które czynicie, jest efektem poczucia odrzucenia, jakichś kompleksów, czy zranień, to ja chcę i mogę to w was uzdrowić! Oto powód, dla którego nie powinniśmy ustawać w trudzie budowania relacji z ludźmi pokroju Zacheusza, czy Magdaleny. Oczywiście nie raz będzie to od nas wymagało żmudnego przekraczania siebie. Pójście na łatwiznę jednak zamyka człowieka w hermetycznym gronie wzajemnych adoratorów, w którym raczej trudno o wewnętrzny rozwój- chcemy tego?