GEPARDY NA GOKARTACH
Dodane przez Administrator dnia Sierpień 14 2015 18:41:33

GEPARDY NA GOKARTACH

To Piotrek zdecydował, że jedziemy na „motokáry” do Czech- braliśmy jeszcze pod uwagę wrocławski Aquapark. Michał nam podpowiedział, że niedaleko jest takie fajne miejsce- był tam już kilkukrotnie z rodziną („Ferma” któregoś razu pobił rekord toru- ale co się dziwić, skoro nawet autobusami potrafi driftować, prawda Sabinka?). Na granicy polsko- czeskiej. Zaraz za Paczkowem. Pomysłowo wykorzystany teren dawnej strażnicy. Balustrady z opon. Pojazdy z silnikami od kosiarek. Trochę drogo i krótko, ale jednak ciekawie i sympatycznie. Adrenalinkowo! Raj dla młodzieży- zwłaszcza męskiej. Kubica też tak zaczynał. Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

GEPARDY NA GOKARTACH

To Piotrek zdecydował, że jedziemy na „motokáry” do Czech- braliśmy jeszcze pod uwagę wrocławski Aquapark. Michał nam podpowiedział, że niedaleko jest takie fajne miejsce- był tam już kilkukrotnie z rodziną („Ferma” któregoś razu pobił rekord toru- ale co się dziwić, skoro nawet autobusami potrafi driftować, prawda Sabinka?). Na granicy polsko- czeskiej. Zaraz za Paczkowem. Pomysłowo wykorzystany teren dawnej strażnicy. Balustrady z opon. Pojazdy z silnikami od kosiarek. Trochę drogo i krótko, ale jednak ciekawie i sympatycznie. Adrenalinkowo! Raj dla młodzieży- zwłaszcza męskiej. Kubica też tak zaczynał.

Pierwsza runda, która miała być zarazem ostatnią (cena!), poszła nam średnio. Sporo chaosu, wyprzedzania na siłę i niekontrolowanej prędkości- Maciek skosił nawet oponowy filar i zerwał linię transmisyjną…he he! Pełni niedosytu zaczęliśmy szperać po kieszeniach, portfelach i udało nam się zebrać kaskę na jeszcze jedną turę gokartowych szaleństw. Obsługa dała się ubłagać i pozwoliła też Maciejowi na rehabilitację. „ Umožňují ruční božské zbraně před další kolize!”- zapowiedział mu jednak Czech poważnie. Tym razem to było to. Ostro, ale z wyczuciem. Szybko, ale kontrolowanie. Jak gepardy. W odpowiednich grupkach, we właściwej kolejności. Wiki pojechała sobie uprzywilejowanie własnym rytmem. Największe prędkości osiągali: Michał, Wojtek, Starosta, Marcel i Piotrek. Kacper wykazał się nie lada sztuką jazdy bez widzenia- chustka spod kasku zsunęła mu się bowiem na oczy, znacząco ograniczając pole postrzegania…he he! Wielka frajda! Kiedy znowu?

Może skoczylibyśmy jeszcze do jakiegoś miasteczka w tych Czechach- zaproponował Maciek. Jasne. Mamy czas. Pogoda łaskawa- dziś zaledwie 32 w cieniu. Towarzystwo klawe. Humory niczego sobie. W aucie proboszcza „klima”, a w „Calibrze” Michała dobra cyrkulacja powietrza, więc… Jedziemy! W Jaworniku wdrapaliśmy się na „Szczyt Jana”, obeszliśmy znajdujący się tam zamek, popatrzyliśmy sobie na miasteczko z góry- i jeszcze pewne widoki ukazały się nam na jednym z tarasów w dole, ale o tym sza… ha ha! Poszliśmy potem do „restaurace” na pizzę- miło, tanio i smacznie! Zaszliśmy do miejscowego kościółka podziękować Panu za dobry dzień. Odbyliśmy spacer dla spalenia kalorii. Odpaliliśmy maszyny i wróciliśmy do dom. Działo się sierpnia 13- go, Roku Pańskiego 2015- go.

xwojtix

WIĘCEJ ZDJĘĆ