WYŻSZY PUŁAP
Dodane przez Administrator dnia Sierpień 30 2016 20:42:57

WYŻSZY PUŁAP

(21 sierpnia 2016 roku)

Polski film tragikomiczny pt. „Moje córki krowy”. Doborowa obsada- Agata Kulesza, Gabriela Muskała, Marian Dziędziel, Marcin Dorociński. Historia dwóch sióstr. Dorosłych kobiet. Nie darzą się sympatią. Są inne. Ciągle się kłócą, nie szczędząc sobie złośliwości. Są zazdrosne o miłość rodziców. Zarzucają sobie wzajemnie ich wykorzystywanie i cyniczne traktowanie. W pewnym momencie matka zapada na zdrowiu. Poważnie. Balansuje na krawędzi życia i śmierci. Niedługo później okaże się, że i ojciec jest ciężko chory. Dwa nieszczęścia naraz. Spadają gwałtownie. Bezlitośnie. Początkowo ten dramat pogłębia ich konflikt. Nerwy nie wytrzymują. Agresja narasta. Rozpacz szuka ujścia. Z czasem jednak, po śmierci matki, pójdą po rozum do głowy- mają tylko siebie! Popatrzą sobie w oczy z wyrozumiałością. Czułością. Wybaczą sobie. Uśmiechną się przez łzy.

Tego motywu chcemy się uchwycić w naszej dzisiejszej refleksji- w obliczu cierpienia na plan pierwszy w naszym życiu ma szansę wyjść to, co najważniejsze. Jest taka szansa. Nie zawsze tak bywa. Nie zawsze bowiem na to pozwalamy, nie zawsze tego chcemy, nie zawsze potrafimy. Nie zawsze się też da. Można jednak i trzeba próbować.

Autor Listu do Hebrajczyków, którego fragment słyszeliśmy, doświadczenia, które nas spotykają nazywa ojcowskim karceniem. „Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje”.

Święta Teresa z Avili, zwana Wielką, przechodząc rozmaite i ciężkie cierpienia, w kontekście powyższych słów pytała Boga z przekąsem- Jezu,czy nie mógłbyś kochać mnie trochę mniej?

Trudno powiedzieć, jaki jest udział Boga w tym, że cierpimy. Zsyła na nas nieszczęścia? Dopuszcza je? Z pewnością chce nam pomagać twórczo je wykorzystywać. Byśmy „dzięki nim” odrywali się od przyziemności, małostkowości, bezmyślności, zawiści. Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

WYŻSZY PUŁAP

(21 sierpnia 2016 roku)

Polski film tragikomiczny pt. „Moje córki krowy”. Doborowa obsada- Agata Kulesza, Gabriela Muskała, Marian Dziędziel, Marcin Dorociński. Historia dwóch sióstr. Dorosłych kobiet. Nie darzą się sympatią. Są inne. Ciągle się kłócą, nie szczędząc sobie złośliwości. Są zazdrosne o miłość rodziców. Zarzucają sobie wzajemnie ich wykorzystywanie i cyniczne traktowanie. W pewnym momencie matka zapada na zdrowiu. Poważnie. Balansuje na krawędzi życia i śmierci. Niedługo później okaże się, że i ojciec jest ciężko chory. Dwa nieszczęścia naraz. Spadają gwałtownie. Bezlitośnie. Początkowo ten dramat pogłębia ich konflikt. Nerwy nie wytrzymują. Agresja narasta. Rozpacz szuka ujścia. Z czasem jednak, po śmierci matki, pójdą po rozum do głowy- mają tylko siebie! Popatrzą sobie w oczy z wyrozumiałością. Czułością. Wybaczą sobie. Uśmiechną się przez łzy.

Tego motywu chcemy się uchwycić w naszej dzisiejszej refleksji- w obliczu cierpienia na plan pierwszy w naszym życiu ma szansę wyjść to, co najważniejsze. Jest taka szansa. Nie zawsze tak bywa. Nie zawsze bowiem na to pozwalamy, nie zawsze tego chcemy, nie zawsze potrafimy. Nie zawsze się też da. Można jednak i trzeba próbować.

Autor Listu do Hebrajczyków, którego fragment słyszeliśmy, doświadczenia, które nas spotykają nazywa ojcowskim karceniem. „Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje”.

Święta Teresa z Avili, zwana Wielką, przechodząc rozmaite i ciężkie cierpienia, w kontekście powyższych słów pytała Boga z przekąsem- Jezu,czy nie mógłbyś kochać mnie trochę mniej?

Trudno powiedzieć, jaki jest udział Boga w tym, że cierpimy. Zsyła na nas nieszczęścia? Dopuszcza je? Z pewnością chce nam pomagać twórczo je wykorzystywać. Byśmy „dzięki nim” odrywali się od przyziemności, małostkowości, bezmyślności, zawiści.

Książka Agnieszki Kowalskiej pt. „Czas na mnie”. Literacki portret aktora Maćka Kozłowskiego, jej męża. Lubiliśmy go. Chorował na zapalenie wątroby typu C i na raka. Zmarł w wieku 53 lat. Autorka zwraca uwagę na to, że cierpienie, przez które wspólnie przeszli wyniosło ich życie na wyższy pułap. Człowiek w chorobie, pisze, uczy się żyć chwilą- bez tego ciągłego tkwienia w przeszłości i wybiegania w dal. Liczy się tu i teraz. Perspektywa końca mobilizuje do optymalnego i maksymalnego wykorzystywania czasu, który jest do dyspozycji. Do koncentrowania się na tym, co naprawdę ważne. Poza tym odkryła też, że miłość dotknięta bólem ukazuje jakieś nienamacalne wymiary istnienia, jakiś cień wieczności. Jej ojciec, wykształcony fizyk, starał się od dziecka wpajać jej ateizm. Udowadniał jakoby niemożność istnienia Boga. Nasiąkła tym. A oto w doświadczeniu, które spadło na jej męża i na nią, poczuła smak nieskończoności. Wspomina też o tym, że jej zdaniem Maciek, wbrew temu, co mówiono i pisano, wygrał z chorobą. Nie poddał się strachowi i poniżeniu, które ze sobą niosła. Walczył i zwyciężył. Bohater. Pośród słabości i wymiocin ujawniła się cała jego wielkość i godność.

Pewnikiem wiary jest przekonanie, że Bóg chce nam pomagać w twórczym przechodzeniu nieszczęść, które na nas spadają. Że z jego pomocą mogą one stać się dla nas stopniem do wejścia na wyższy poziom życia. Zbliżyć nas do najwyższego pułapu. Módlmy się o to!

Proboszczu Wojtku