ZNALEZIENIE KRZYŻA
Dodane przez Administrator dnia Wrzesień 22 2016 19:09:11

ZNALEZIENIE KRZYŻA

(Pielgrzymka Dekanalna w ramach Roku Miłosierdzia do Sanktuarium Męki Pańskiej w Ziębicach, Święto Podwyższenia Krzyża, 14 września 2016 roku)

„Chciałabym, żeby ktoś mnie tak kochał!”. Fragment recenzji autorstwa dziennikarki Doroty Wellman zamieszczonej na okładce książki Agnieszki Kowalskiej pt. „Czas na mnie- opowieść o wielkiej miłości, utracie i powolnym odzyskiwaniu swojego życia”. Któż by nie chciał? Wszyscy pragniemy miłości- wielkiej, wolnej i trwałej! Gdzie i jak jej jednak szukać? Na płaszczyźnie religijnej, mówiąc nieco żartobliwie, trzeba by w tym celu nawiedzić nasz krzelkowski kościółek. Czemuż to? Otóż w ołtarzu głównym znajduje się u nas barokowy obraz Johanna Jacoba Eybelwiesera (ucznia słynnego Michaela Willmanna) pt. „Znalezienie krzyża przez św. Helenę”. Kontemplacja tego dzieła może nam uświadomić potrzebę nieustannego odnajdywania sensu i znaczenia tego wyrazu i symbolu najpotężniejszej z miłości. Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

ZNALEZIENIE KRZYŻA

(Pielgrzymka Dekanalna w ramach Roku Miłosierdzia do Sanktuarium Męki Pańskiej w Ziębicach, Święto Podwyższenia Krzyża, 14 września 2016 roku)

„Chciałabym, żeby ktoś mnie tak kochał!”. Fragment recenzji autorstwa dziennikarki Doroty Wellman zamieszczonej na okładce książki Agnieszki Kowalskiej pt. „Czas na mnie- opowieść o wielkiej miłości, utracie i powolnym odzyskiwaniu swojego życia”. Któż by nie chciał? Wszyscy pragniemy miłości- wielkiej, wolnej i trwałej! Gdzie i jak jej jednak szukać? Na płaszczyźnie religijnej, mówiąc nieco żartobliwie, trzeba by w tym celu nawiedzić nasz krzelkowski kościółek. Czemuż to? Otóż w ołtarzu głównym znajduje się u nas barokowy obraz Johanna Jacoba Eybelwiesera (ucznia słynnego Michaela Willmanna) pt. „Znalezienie krzyża przez św. Helenę”. Kontemplacja tego dzieła może nam uświadomić potrzebę nieustannego odnajdywania sensu i znaczenia tego wyrazu i symbolu najpotężniejszej z miłości.

Odnaleźć bowiem krzyż Jezusa to:

ODKRYĆ BRAMĘ ZBAWIENIA!

Pionowa belka symbolizuje możliwość nawiązywania i podtrzymywania kontaktu z Niebem. Z Rzeczywistością, której myśli i ścieżki znacząco odbiegają od naszych. Jak bowiem pojąć wolę Boga, Który z jednej strony każe nam kochać nieprzyjaciół, a z drugiej nienawidzić naszych bliskich („Kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”) ? A jednak, a jednak…

Ramię poziome jest znakiem nadziei na pojednanie podzielonej ludzkości. Łączy symbolicznie tych, którzy bytują myślą, słowem i czynem na skrajnie różnych biegunach. Współczesny świat aż tętni od wrogości, która bierze się z tej odmienności. Obecna Polska nie inaczej. Rozdźwięk pomiędzy obozami, które w uproszczeniu i umownie można by nazwać konserwatywnym i liberalnym, ciągle rośnie i chwilami bywa przerażający. Wzajemna niechęć, nienawiść, agresja, coraz bardziej zatruwają naszą codzienność. Powie jednak ktoś oburzony- „Ale jak tradycja może podać rękę współczesnemu rozluźnieniu, a nawet rozwiązłości? A nuż ktoś odczyta to jako przyzwolenie, lub co gorsza poparcie, i co wówczas?”. Zobaczmy więc na naszego Mistrza, Który nie miał w sobie takich obaw czy lęków. Spójrzmy na Jego stosunek do różnych ludzi. Na przykład do Samarytan, z którymi przestawał przyjaźnie, których podawał jako przykłady do naśladowania (np. w przypowieści o „Miłosiernym Samarytaninie”). Kim oni byli? Byli społecznością nieortodoksyjną. Nie traktowali zbyt poważnie tradycji religijnej. Byli liberalni w kwestiach obyczajowych (np. kobieta przy studni Jakubowej, która miała pięciu mężów, a z kolejnym mężczyzną żyła w konkubinacie). Albo ocena postawy rzymianina, setnika, okupanta, którego wiara zadziwiła Jezusa, jak żadna inna. Albo ucztowanie z nierządnicami i celnikami. Albo…Czy dalej trzeba szukać? Dla wyważenia dodać można jedynie, że otwartość ta obejmowała wszystkich, a więc i na przykład członków Sanhedrynu, z faryzeuszem Nikodemem na czele.

Chrystus jest szansą na zgodę miedzy nami- zrozumienie, wybaczenie, szacunek, współpracę- ale pod warunkiem, że pozwolimy Mu zejść ze sztandarów i pomników w głębię naszych serc!

Odnaleźć krzyż Jezusa to?

DOŚWIADCZYĆ MIŁOSIERDZIA!

O takim dotyku wybaczającej miłości Boga mówił do nas w minioną niedzielę św. Paweł fragmentem Listu do Tymoteusza. Wskazał tam jednak na warunek umożliwiający owo doświadczenie. Jest nim tzw. stanięcie w prawdzie. Apostoł podjął taką próbę. Poddał surowej krytyce swe postępowanie. Nazwał siebie prześladowcą, oszczercą, bluźniercą, pierwszym wśród grzeszników. By jednak nie popadać w skrajność i samopotępienie, dodał zaraz, że „działał z nieświadomości”. I w tym właśnie upatruje pewne usprawiedliwienie swej postawy. Oto wypośrodkowanie oceny. Wyważenie sądów. Krytycyzm i wyrozumienie idące ze sobą w parze. Nierozłączne. Prawda o nas.

Inną sprawą, która warunkuje owo duchowe doświadczenie jest poczucie jego wartości. Miłosierdzie jest łaską. Czymś darmowym. Problem w tym, że poprzedni ustrój społeczno- polityczny zepsuł nas w tym względzie- to, co darmowe zaczęło się nam wydawać mało warte, a co więcej po prostu należne. Zaczęliśmy lekceważyć łaskę. Przestaliśmy ją cenić. Roszczeniowość i pretensjonalność wszczepiły się w naszą naturę. W kultowym filmie „Misja” były łowca niewolników Rodrigo Mendoza, grany przez Roberta De Niro, zabija w pojedynku brata. W swej porywczości dopuszcza się strasznej zbrodni. Kiedy dociera do niego, co zrobił, traci sens życia. Ratuje go wówczas ojciec Gabriel (w tej roli Jeremi Irons), jezuita, który prowadzi w górach Paragwaju chrześcijańską wspólnotę Indian. Wskazuje na Boże miłosierdzie. Proponuje dołączenie do owej społeczności. Rodrigo chwyta się tej nadziei, ale by nie iść na łatwiznę, by poczuć wartość przebaczenia, pakuje w tobół swoją zbroję i dźwiga ją w pocie czoła w górę wodospadów. Ciężar, który pomaga mu odczuć wagę miłości. Namacalnie. Fizycznie. Bez tego poczucia doświadczenie miłosierdzia bywa płytkie i nietrwałe.

Odnaleźć krzyż to?

MIŁOSIERDZIE OKAZYWAĆ!

Wybaczenie okazywane drugiemu winno mieć charakter świadomego i dobrowolnego daru. Ale żeby dać, trzeba mieć. Co? Duchową siłę. Poczucie wolności i mocy. By świadczone miłosierdzie nie było odruchem, czymś wymuszonym sytuacją, presją, a nawet wiarą. By nie było wyrazem bojaźni. Przejawem bezradności czy lęku. Jezus podczas przesłuchania u Piłata powiedział: „Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom”. Ma świadomość siły, ale powstrzymuje się przed jej użyciem, bo tak chce. Świadomy i dobrowolny wybór, a nie brak wyjścia.

Przebaczenie w końcu powinno być wyrazem miłości, a nie formalnym gestem. Jak sprawdzić jego głębię? Po tym, co odczuwam wobec winowajców. Złość, żal, czy współczucie. „Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią!” - modlił się Jezus za swoich oprawców. Odczuwał ból, ale i troskę. Po części usprawiedliwiał ich czyny nieświadomością. Czyż nie stąd czerpał potem wzór św. Paweł, kiedy przyszło mu oceniać swoją działalność?

Proboszczu Wojtku