W IMIĘ SPRAWIEDLIWOŚCI
Dodane przez Administrator dnia Grudzień 17 2016 15:42:58

W IMIĘ SPRAWIEDLIWOŚCI

(23 października 2016 roku)

Dziś Niedziela Misyjna. Myślą i modlitwą zaglądamy w różne zakątki świata. Zatrzymajmy się na chwilę w Zimbabwe (niegdysiejsza Rodezja Południowa). Duszpasterzują tam między innymi księża Salezjanie. Od lat zastanawia ich fakt, że prezydentem tego kraju jest człowiek, który uchodzi za jednego z najbardziej skorumpowanych polityków. Za grabieżcę publicznych pieniędzy. Za praktyka nepotyzmu. Robert Mugabe. Rządzi w Zimbabwe od roku 1987. Obecnie sprawuje władzę w ramach siódmej reelekcji. Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje- i to jakby za powszechnym przyzwoleniem? Wspomniani misjonarze próbują zgłębić temat. Pytają. Czytają. Dumają. Okazuje się, że osoba prezydenta cieszy się tu swoistym szacunkiem. Skoro potrafi kraść, należy mu się uznanie! Mamy tu więc do czynienia z mentalnością, która tak oswoiła się z niesprawiedliwością, iż uznała ją za normalność. Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

W IMIĘ SPRAWIEDLIWOŚCI

(23 października 2016 roku)

Dziś Niedziela Misyjna. Myślą i modlitwą zaglądamy w różne zakątki świata. Zatrzymajmy się na chwilę w Zimbabwe (niegdysiejsza Rodezja Południowa). Duszpasterzują tam między innymi księża Salezjanie. Od lat zastanawia ich fakt, że prezydentem tego kraju jest człowiek, który uchodzi za jednego z najbardziej skorumpowanych polityków. Za grabieżcę publicznych pieniędzy. Za praktyka nepotyzmu. Robert Mugabe. Rządzi w Zimbabwe od roku 1987. Obecnie sprawuje władzę w ramach siódmej reelekcji. Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje- i to jakby za powszechnym przyzwoleniem? Wspomniani misjonarze próbują zgłębić temat. Pytają. Czytają. Dumają. Okazuje się, że osoba prezydenta cieszy się tu swoistym szacunkiem. Skoro potrafi kraść, należy mu się uznanie! Mamy tu więc do czynienia z mentalnością, która tak oswoiła się z niesprawiedliwością, iż uznała ją za normalność.

Pierwszym ważnym motywem wydaje się więc być budzenie pragnienia sprawiedliwości. Chcemy jej. Potrzebujemy. Od niej zależy życie nas wszystkich, jak mawiają Hawajczycy- „UaMaukeEa o ka ʻĀina i ka Pono!”

Budzenie takie znajdujemy w dzisiejszych czytaniach. „Pan jest Sędzią, który nie ma względu na osoby”, powiada Syracydes. „Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia”, pisze Paweł do Tymoteusza. I w końcu w dzisiejszej Ewangelii widzimy ludzi, dla których sprawiedliwość jest życiowym priorytetem.

Pragnienie sprawiedliwości mamy zapisane w kodzie podobieństwa do Boga. By móc realizować nasze człowieczeństwo, musimy więc o sprawiedliwość zabiegać. Dążyć do niej. Zdobywać ją. Na tej drodze jednak, by wiodła do rzeczywistego celu, trzeba nam uwzględnić kilka rzeczy.

Najpierw omylność wynikającą z subiektywizmu. Nie wszystko, co wydaje mi się niesprawiedliwe, rzeczywiście takim jest. Nie zawsze właściwie odczytuję obraz spraw. Ileż to razy muszę w szkole znosić okrzyki oburzenia- To niesprawiedliwe, proszę księdza!. Gdy na przykład wpisuję uwagę za robienie zamętu. Przecież inni też hałasują, bronią się ci, których przyuważyłem i karcę. Sądzą, że to powinno ich ustrzec przed konsekwencjami. A nie widzicie, powiadam, że przez Waszą postawę tracimy czas i zdrowie? Czy to jest sprawiedliwe, pytam?! Przypomina mi się wówczas przypowieść Jezusa o gospodarzu, który o różnych porach najmował robotników do swojej winnicy, umawiając się z nimi na konkretną zapłatę. Ci pierwsi sądzili potem, że dostaną więcej niż pozostali. Gdy tak się nie stało, wyrzucali pracodawcy niesprawiedliwość. Takie było ich odczucie. Subiektywne!

Niedoskonałość prawa. Nie można o tym zapominać. Jezus został przecież skazany w jego majestacie. Legalnie. Polecam tutaj przy okazji doskonały serial angielski „Ripper Street”. Kryminalno- obyczajowo- psychologiczny. Jego bohaterami są inspektor Reid, sierżant Drake i lekarz „Yankee”. Przygody tej trójki to historie barwne i ciekawe. Ukazują też jednak wiele sytuacji, w których muszą oni podejmować decyzje i działania, jakich nie przewidują procedury. Których przepisy nie są w stanie określić i uregulować. Oczywiście trzeba mocno czuwać, by nie ulec manierze nadużyć, ale trzeba też pamiętać, że prawo czasami nie wystarcza…

I jeszcze jedna sprawa. Tak zwana faryzejska pycha. Przekonanie o swej nieskazitelności. „Najbardziej boję się ludzi niewinnych”, stwierdza Daniel Day Lewis w filmie „Ballada o Jacku i Rose”. Tych, którzy uważają siebie za niewinnych. Jedyni sprawiedliwi! Takiego człowieka widzimy w dzisiejszej przypowieści ewangelijnej. Faryzeusz, który z dumą i śmiałością wznosi oczy ku niebu, ale też z pogardą zezuje na modlącego się obok celnika. „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik!”. Silna pokusa. Grzech ciężki i nierzadki. We współczesnej Polsce na pewno! Problem w tym, że Bóg, dla niektórych o dziwo, usprawiedliwił tego drugiego- coś podobnego!

Proboszczu Wojtku