SZANSA
Dodane przez Administrator dnia Maj 04 2018 12:54:35

SZANSA

(niedziela, 29 kwietnia 2018 roku)

Książę Myszkin, w imieniu Fiodora Dostojewskiego, twierdził w „Idiocie”, że piękno ocali świat. SylvainTesson uważa inaczej. Pisze w „Syberyjskich lasach”: „Piękno nie ocali tego świata, tyle tylko, że będzie wspaniałym tłem dla rzezi”. Średnie perspektywy. Niestety mają poważne podwaliny. Skoro Kusturica robi już filmy tak smutne, że nawet MonicaBellucci nie jest wstanie rozświetlić ich swą urodą („Na mlecznej drodze”), to znak, że widoki są marne. Spróbujmy jednak, w ramach choćby małej pociechy, obudzić w sobie pobożne życzenie, nie całkiem naiwne, na jakąś nadzieję. Na szansę jakąś. Zaryzykujmy marzenie, że może nie będzie tak źle. Co mogłoby uratować ten glob, człeka tego i glebę tę? Ośmielę się postawić tezę, że może próba wzajemnego zrozumienia siebie. Realna? Potrzebna? Konieczna, bezwzględnie! Jakieś promyczki, przesłanki?

Książka Moniki Jaruzelskiej „Rodzina”. Próba otwartego spojrzenia na rzeczywistość. Staranie o zrozumienie różnych punktów widzenia i postaw. Długie, dogłębne i uczciwe rozmowy z ojcem, generałem, dla wielu krwawym dyktatorem. Nawiązanie kontaktu w córką zabitego górnika z kopalni „Wujek”. Odwiedziny u niej. Rozmowa. Wielka odwaga! Nieprzeciętna inicjatywa, kultura, szacunek, pokora. Dobrze się czyta. I chłonie się tę otwartość, jak tlen, jak ciepło, jak światło.

Promyków tych jednak wokół niewiele. Dominuje buta, pogarda, chamstwo. Nierzadko w Imię Boga! Zrozumienie, niełatwa rzecz. Jej warunek, otwartość, trudna też. Zobaczmy na uczniów Jezusa z dzisiejszego pierwszego czytania. Wspólnota jerozolimska. Zamknięta. Szaweł próbuje się doń przedostać. Zapewnia, że się zmienił. Przekonuje, że za jego słowami stoją czyny. Próbuje udowadniać. Nic z tego. Zwycięża opinia krwiopijcy, kropka, a właściwie szlaban. Trudno się dziwić. Wiemy jak było, jak bywa. Mechanizm obronny. Czytaj dalej...




Rozszerzona zawartość newsa

SZANSA

(niedziela, 29 kwietnia 2018 roku)

Książę Myszkin, w imieniu Fiodora Dostojewskiego, twierdził w „Idiocie”, że piękno ocali świat. SylvainTesson uważa inaczej. Pisze w „Syberyjskich lasach”: „Piękno nie ocali tego świata, tyle tylko, że będzie wspaniałym tłem dla rzezi”. Średnie perspektywy. Niestety mają poważne podwaliny. Skoro Kusturica robi już filmy tak smutne, że nawet MonicaBellucci nie jest wstanie rozświetlić ich swą urodą („Na mlecznej drodze”), to znak, że widoki są marne. Spróbujmy jednak, w ramach choćby małej pociechy, obudzić w sobie pobożne życzenie, nie całkiem naiwne, na jakąś nadzieję. Na szansę jakąś. Zaryzykujmy marzenie, że może nie będzie tak źle. Co mogłoby uratować ten glob, człeka tego i glebę tę? Ośmielę się postawić tezę, że może próba wzajemnego zrozumienia siebie. Realna? Potrzebna? Konieczna, bezwzględnie! Jakieś promyczki, przesłanki?

Książka Moniki Jaruzelskiej „Rodzina”. Próba otwartego spojrzenia na rzeczywistość. Staranie o zrozumienie różnych punktów widzenia i postaw. Długie, dogłębne i uczciwe rozmowy z ojcem, generałem, dla wielu krwawym dyktatorem. Nawiązanie kontaktu w córką zabitego górnika z kopalni „Wujek”. Odwiedziny u niej. Rozmowa. Wielka odwaga! Nieprzeciętna inicjatywa, kultura, szacunek, pokora. Dobrze się czyta. I chłonie się tę otwartość, jak tlen, jak ciepło, jak światło.

Promyków tych jednak wokół niewiele. Dominuje buta, pogarda, chamstwo. Nierzadko w Imię Boga! Zrozumienie, niełatwa rzecz. Jej warunek, otwartość, trudna też. Zobaczmy na uczniów Jezusa z dzisiejszego pierwszego czytania. Wspólnota jerozolimska. Zamknięta. Szaweł próbuje się doń przedostać. Zapewnia, że się zmienił. Przekonuje, że za jego słowami stoją czyny. Próbuje udowadniać. Nic z tego. Zwycięża opinia krwiopijcy, kropka, a właściwie szlaban. Trudno się dziwić. Wiemy jak było, jak bywa. Mechanizm obronny.

Jako katolicy jesteśmy jednak wezwani, aby ten odruch zasklepiania się w sobie przezwyciężać. Greckie „katolikos” oznacza powszechność, a ona przecież zakłada otwartość. Trzeba nam więc o to otwieranie się bojować i starać. Sztuka wielka, ale pożyteczna bardziej, niż przenoszenie gór, więc z wiarą do dzieła! Pierwszą połową sukcesu będzie zrozumienie mechanizmu zamykania się- dlaczego tak się w sobie zaskorupiam, co przyczyną tego?

Strach oczywiście. Pierwsi chrześcijanie bali się Szawła. Wiedzieli do czego jest zdolny. Nasłuchali się w kryjówkach niemało. Druga sprawa to sumienie. Święty Jan pisze dziś do nas (drugie czytanie) o „sercu, które nas oskarża”. Poczucie winy. Słabości i grzechy, które chcemy ukryć. Podobnie nieco, jak z niewpuszczaniem do domu gości z powodu bałaganu- po co mieliby go widzieć i źle o nas myśleć, mówić? Lepiej się zamknąć i schować.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii zapewnia, że ma sposób, aby nas uwolnić i oczyścić. Słowo, które do nas wypowiada, według Jego twierdzenia, jest w stanie „uspokoić nasze serca”. Jakie słowo? Chcemy je usłyszeć, pójść za nim. Przełamuj schematy, zdaje się dziś wzywać. Schematy swojego myślenia o innych, swoje utarte wyobrażenia. Załóż, przynajmniej teoretycznie, że możesz się mylić. Nie popadnij jednak w przesadę, bo się rozsypiesz! Pielęgnuj tylko myśl taką, że sprawy mogą się mieć inaczej, niż uważasz. Ta ostrożność pomoże ci zachować otwartość. Pomoże ci zrozumieć. Niejednokrotnie.

Zobacz, Szaweł sądził, że wyznawcy Jezusa mają złą wolę, obrażają Boga, szydzą z religii i wiary!Dlatego ich ścigał. Gnębił. Niszczył. Dopiero Damaszek otworzył mu oczy. Pierwsi chrześcijanie byli przekonani, że Szaweł nie mógł się zmienić, dlatego nie dopuszczali go do swego grona. Gdyby nie Barnaba, który go przygarnął, pewnie by się nie przebił. Późniejszy filar Kościoła, którego figura zdobi prezbiterium naszej świątyni. Pomylili się jedni i drudzy. To jest w życiu ciekawe wielce, że nigdy do końca nie wiadomo, jak się sprawy naprawdę mają. Otwartość służy poznaniu, a ono zrozumieniu, ot co!

„Biało- czerwony. Tajemnica Sat- Okh’a”. Książka Dariusza Rosiaka. Biografia Stanisława Supłatowicza. Idola naszego dzieciństwa. Mam na myśli mych rówieśników. To były czasy wielkiego zamknięcia naszego kraju na świat. Każdy przejaw inności, egzotyki, budził duże emocje. Dziki Zachód, westerny, Winnetou. Kino „Tęcza” na Kościuszki we Wrocławiu było oblegane. To też doświadczenie autora tej książki, który podjął wysiłek bliższego poznania historii Sat- Okh’a. Znany był jako „polski Indianin”. Matka, zesłana na Syberię, ucieka przez Cieśninę Beringa do Kanady. Znaleziona przez Szaunisów,poślubia ich wodza. „Długie Pióro” jest ich synem. Jadą potem we dwójkę (ona i Sat) w odwiedziny do Polski. Wybucha wojna. Nie ma jak wrócić. Partyzantka. Później pływanie na statkach. W końcu powoli rodzi się legenda. Opowieści, stroje, książki („Ziemia słonych skał”, „Biały mustang”), spotkania. Programy telewizyjne. „Ekran z bratkiem”. Ileż emocji! Rosiak szpera w dokumentach, jeździ po świecie, odbywa spotkania, rozmowy. Wychodzi z tego niezła „kałabania”. Okazuje się, że najprawdopodobniej Supłatowicz zmyślił swoją biografię. Jego legenda to w znacznym stopniu owoc wyobraźni- bardzo bogatej i przekonującej, trzeba przyznać! Zadziwiające! Sympatyczne jest jednak to, że ów „dziennikarz śledczy” nie potępia bohatera naszych chłopięcych pasji za jego oszustwa i nadużycia. Próbuje zrozumieć. Narodziny na zesłaniu (prawdopodobnie przyszedł na świat na Syberii). Wojna. Rozliczne traumy. Wielu nie udźwignęło takich przeżyć. Uciekli w samobójstwa. Stanisław, być może nie mogąc unieść swej historii, wymyślił sobie inne życie, równoległe. I pewnie w nie uwierzył. Ciekawe doświadczenie, ta lektura- jak to nigdy do końca nie wiadomo...Trzeba o tym pamiętać.I chcieć pojąć.

Czy może nas to ocalić? Co szkodzi spróbować?

XWOJTIX


• Zdjęcie- Muzeum Kultury Indian Ameryki Północnej im. Sat- Okh’a.