ŻEBY NIE BYŁO
Dodane przez Administrator dnia Wrzesień 07 2018 09:04:47

ŻEBY NIE BYŁO

(Podsumowanie roku duszpasterskiego 2017/ 2018)

„Andrzej, Andrzej, co to za imię w ogóle?”. Kabaretowy dialog Pani Marii z naszym kierowcą. Siedzimy przy ognisku i pękamy ze śmiechu. Dwudniowy wyjazd z naszym Fenomenalnym Chórem Parafialnym. Do Radkowa. Na dobry początek wakacji (końcówka czerwca). Najpierw nawiedziliśmy „Minieuroland” w Kłodzku. Co za miejsce! Makiety znanych budowli wykonane z taką precyzją, że szok- mistrzowskie detale! Jakże odbiegające jakością od tych, które widzieliśmy w innych parkach miniatur. I arboretum, ogród botaniczny, który właściwie jeszcze piękniejszy i ważniejszy, niż wspomniane modele. Panie zachwycone- kwiaty, skalniaki, alejki, dzbany, krzewy, drzewa! „Nigdy dotąd nie widziałam czegoś tak pięknego!”, powie potem moja Mama. Pani Maria w jednym z zakątków tego uroczego miejsca zagadnie ogrodnika, pielącego na kolanach, o właściciela tego obiektu- czy to Polak? Zapytany potwierdzi, że owszem i doda, że to właśnie on! Wzruszony naszym zafascynowaniem zabierze nas potem do modelarni, by poopowiadać co nieco o historii owego „Minieurolandu. To jego pomysł. Funkcjonuje od trzech lat. Jest efektem fantazji, odwagi, starań. Pasja i solidność, to jego zdaniem warunki powodzenia. Jakże miło było poznać tego człowieka. Mocno podbudował naszego ducha- a więc i w naszej rzeczywistości rzetelność jest możliwa!
Potem kamping nad Radkowskim Zalewem i wspomniana biesiada przy ognisku. Długo w noc. Drewno zbierane w lesie.Kiełbaski, ciasta, sałatki, wódeczka, akordeon, śpiew i wzajemna serdeczność. Błoga chwila wytchnienia od naszych trosk i trudów. Jak dobrze! Przez minione lata (Chór istnieje już osiem lat!) nauczyliśmy się uwzględniać wzajemnie swoje możliwości, potrzeby i przywary. Nauczyliśmy się życzliwie z siebie żartować. Uzupełniać się w formie i treści. Dlatego nam teraz razem tak dobrze! Nasz kierowca, który raz pierwszy był z nami, wpisał się radośnie w ten klimat. „Następnym razem też jadę z wami- żeby nie było!”, podsumował.
Nazajutrz Kudowa, ogród japoński w Jarkowie i Duszniki. Spacery, żarty, pogapienia. I w końcu obiad, na który niekrótko trzeba nam było czekać. Najwięcej cierpliwości wykazały panie Helenki, które na oczekiwaniu spędziły dwie godziny, a na dodatek zamówione przez nie schabowe okazały się plackami ziemniaczanymi…he he!
„Kiedy następny wyjazd?”, takim zapytaniem pożegnaliśmy się w Krzelkowie. Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

ŻEBY NIE BYŁO

(Podsumowanie roku duszpasterskiego 2017/ 2018)

„Andrzej, Andrzej, co to za imię w ogóle?”. Kabaretowy dialog Pani Marii z naszym kierowcą. Siedzimy przy ognisku i pękamy ze śmiechu. Dwudniowy wyjazd z naszym Fenomenalnym Chórem Parafialnym. Do Radkowa. Na dobry początek wakacji (końcówka czerwca). Najpierw nawiedziliśmy „Minieuroland” w Kłodzku. Co za miejsce! Makiety znanych budowli wykonane z taką precyzją, że szok- mistrzowskie detale! Jakże odbiegające jakością od tych, które widzieliśmy w innych parkach miniatur. I arboretum, ogród botaniczny, który właściwie jeszcze piękniejszy i ważniejszy, niż wspomniane modele. Panie zachwycone- kwiaty, skalniaki, alejki, dzbany, krzewy, drzewa! „Nigdy dotąd nie widziałam czegoś tak pięknego!”, powie potem moja Mama. Pani Maria w jednym z zakątków tego uroczego miejsca zagadnie ogrodnika, pielącego na kolanach, o właściciela tego obiektu- czy to Polak? Zapytany potwierdzi, że owszem i doda, że to właśnie on! Wzruszony naszym zafascynowaniem zabierze nas potem do modelarni, by poopowiadać co nieco o historii owego „Minieurolandu. To jego pomysł. Funkcjonuje od trzech lat. Jest efektem fantazji, odwagi, starań. Pasja i solidność, to jego zdaniem warunki powodzenia. Jakże miło było poznać tego człowieka. Mocno podbudował naszego ducha- a więc i w naszej rzeczywistości rzetelność jest możliwa!
Potem kamping nad Radkowskim Zalewem i wspomniana biesiada przy ognisku. Długo w noc. Drewno zbierane w lesie.Kiełbaski, ciasta, sałatki, wódeczka, akordeon, śpiew i wzajemna serdeczność. Błoga chwila wytchnienia od naszych trosk i trudów. Jak dobrze! Przez minione lata (Chór istnieje już osiem lat!) nauczyliśmy się uwzględniać wzajemnie swoje możliwości, potrzeby i przywary. Nauczyliśmy się życzliwie z siebie żartować. Uzupełniać się w formie i treści. Dlatego nam teraz razem tak dobrze! Nasz kierowca, który raz pierwszy był z nami, wpisał się radośnie w ten klimat. „Następnym razem też jadę z wami- żeby nie było!”, podsumował.
Nazajutrz Kudowa, ogród japoński w Jarkowie i Duszniki. Spacery, żarty, pogapienia. I w końcu obiad, na który niekrótko trzeba nam było czekać. Najwięcej cierpliwości wykazały panie Helenki, które na oczekiwaniu spędziły dwie godziny, a na dodatek zamówione przez nie schabowe okazały się plackami ziemniaczanymi…he he!
„Kiedy następny wyjazd?”, takim zapytaniem pożegnaliśmy się w Krzelkowie.

Dzieci poprzerastały już rodziców. Po nich najbardziej widać upływ czasu i zmiany. Te nasze małe niegdyś brzdące, które siedem lat temu stały się śpiewającym zespołem- „Lesiaki”! Czasem napomykają, że trzeba im powoli kończyć karierę, ale proboszcz zapowiedział, że będzie to mogło nastąpić dopiero po ślubie Wiktorii. Miejmy więc nadzieję, że w ten sposób zyskujemy jeszcze kilka lat…he he! Zysk to bowiem ogromny dla całej Wspólnoty. Śpiew ten, pod wodzą Leszka Nowaka, i przy życiowym akompaniamencie jego Edyty, tak mocno wkomponował się w funkcjonowanie naszej Parafii, że aż trudno sobie wyobrazić, że go kiedyś nie było i może nie być…

Tradycyjne jasełka, przegląd kolęd i pastorałek w Legnicy i w Złotym Stoku (styczeń 2018’), to kolejne zwieńczenia działań naszych „Kaśminów”. W tym roku będą obchodzić okrągły jubileusz istnienia- pięć lat! Cotygodniowe próby. Formacja muzyczna, ale i duchowa. Utwierdzona chęć, sympatia, droga. Przewodzenie wielu inicjatywom, np. śpiewom dziecięcym na procesji Bożego Ciała. Czuła i konsekwentna troska Kasi Chrzanowskiej i jej Tomka. Zaangażowanie rodziców. Wzruszające owoce!

Do tych radosnych rozczuleń dołączyły ostatnio dzieci z Czerńczyc, które w tym roku przyjęły pierwszą komunię. Całoroczne przygotowania (podzięka olbrzymia wobec Kasi, Leszka i rodzicieli!) pozwoliły bliżej poznać te maluchy. Najpierw w ogóle wyłonić je z zakamarków „Czeczenii”, w których się dotąd skrywały. Okazały się dzieciątkami zdolnymi, chętnymi i zdyscyplinowanymi. Ich postępy w śpiewie (a początki nie były obiecujące…he he!) natchnęły Leszka propozycją- „a może by tak utworzyć z nich scholę?”. Pomysł od razu chwycił. Odpowiedź była bardzo pozytywna- jasne, jak najbardziej, koniecznie! Z dwunastki (tyle dzieci pierwszokomunijnych za mojej kadencji- dziesięć lat- jeszcze w tej Parafii nie było!) ostała się ósemka. Zaczęły się spotkania i próby. Pierwsze prezentacje i przewodniczenia. Długo szukaliśmy nazwy. Któregoś razu proboszcz pojechał z przyjaciółmi (pisarka Marta Fox z mężem) na wycieczkę do Czech. Do Jawornika i Trawnej, w której znajduje się niezwykła figura Matki Bożej Robiącej Na Drutach. Marta bardzo się tą figurą wzruszyła i powiedziała, że po śląsku (mieszka w Katowicach) to ona by się nazywała Matka Boża Sztrykująca. Proboszcz doznał wówczas olśnienia, że rozczulenie może kojarzyć się ze sztrykowaniem. I tak oto nazwa została ukuta. Od trzech miesięcy w czerńczyckim kościele śpiewają, proszę Państwa- no kto?„SZTRYKI”!
Rozpiera nas duma- jedna z najmniejszych Parafii w Polsce ma CZTERY grupy śpiewające!!!
No i mamy też naszego niezastąpionego Michała, organistę!

„Gdzie wzmogła się afonia (w domyśle duszpasterza), tam jeszcze obficiej rozwinęły się inicjatywy muzyczne”, taką parafrazą słów św. Pawła z Listu do Rzymian proboszcz przywitał księdza arcybiskupa Józefa Kupnego, który na początku listopada wizytował naszą placówkę. To fragment tzw. sprawozdania. Ocena końcowa tej kontroli ogólnie wypadła nieźle, choć wytknięto i niedociągnięcia- niektóre nawet możliwe do skorygowania…he he!
W tym miejscu też gorąca podzięka ze strony plebana wobec parafian za ich obecność (poniedziałek!) na nabożeństwie, spotkaniu i mszy- to ona była najwymowniejszym i najważniejszym świadectwem tego, co my tu razem tworzymy! Szczególne zaś ukłony wobec Kasi, która przygotowała barwną i konkretną prezentację multimedialną, dotyczącą naszego życia wspólnotowego.

„Idzie Grześ przez wieś…” i niemałe szkody niesie. Orkan, który dał nam popalić w październiku 2017 roku. Zerwane fragmenty dachów kościelnych w obydwu wioskach, pourywane rynny. Natychmiastowa reakcja parafian, którzy od razu dokonali koniecznych zabezpieczeń przed wiatrem i deszczem. Klika miesięcy później firma „Dach- Rut” z Rysiowic na Opolszczyźnie, która już nieraz ratowała nas w biedzie (np. rekonstrukcja więźby dachowej w Krzelkowie), dokonała profesjonalnych napraw.

Jest wiele podstaw do szacunku wobec tego ludu naszego wiejskiego. Jedną z nich jest ofiarność. Wrażliwość na czyjąś biedę. Wielokrotnie i na różne sposoby można się było przekonać o wielkości tego odruchu serca (zbiórki na pogorzelców, pomoc ofiarom powodzi, wspieranie leczenia niedomagających). Na początku roku 2018- go naszą gminę obiegła wieść, że aby uratować dziewięcioletniego Olka z Ziębic, który choruje na białaczkę, trzeba w trybie natychmiastowym zebrać ogromną sumę. Trudno było założyć i uwierzyć, że to możliwe, a jednak- w niespełna tydzień zgromadzono osiemset tysięcy! Mamy swój serdeczny udział w tym dziele- chwała Panu i Wam!
W maju zrobiliśmy też zbiórkę zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Dochód ze sprzedaży tegoż przeznaczony został przez organizatorów na zakup inkubatorów do szpitala na Wybrzeżu Kości Słoniowej.

Dla uczczenia rocznicy pierwszej komunii świętej nawiedziliśmy (dzieci i rodzice) w czerwcu Jasną Górę- na szczęście nie spotkaliśmy tam żadnych organizacji nacjonalistycznych! Świetnym pomysłem okazało się zarezerwowanie klimatyzowanej Kaplicy Różańcowej (to już był czas tych afrykańskich upałów, które w tym roku tak mocno nas wymęczyły). Przyjemny chłód, kameralna atmosfera, bliskość Kaplicy Cudownego Obrazu. Mogliśmy pomodlić się w skupieniu, radości i swojskości. Co potem się działo, trudno powiedzieć (he he!), bo mamy zasadę, że na takich wyjazdach dużo jest czasu do zagospodarowania indywidulanego lub w mniejszych grupach- według możliwości, chęci i upodobań!

Jak powszechnie wiadomo, przywiązujemy też wielką wagę do rekreacji i sportu. W sezonie chłodno- zimnym Krzelków mierzy się z Czerńczycami na Sali gimnastycznej w Henrykowie- nasza ulubiona siatkówka! Coraz popularniejszy staje się też wśród nas rower (choć do Berlina, po którym mykają tysiące, jeszcze nam daleko!). Któregoś razu ministranci namówili proboszcza, by ich zabrał ze sobą na swą ulubioną pętelkę- Krzelków, Henryków, Muszkowice, las, Piotrowice, droga strzelińska, Baldwinowice, Sieroszów, Czerńczyce, dom! Jakieś dwadzieścia pięć kilometrów. Trochę się obawiał, że nie dadzą rady. W końcu się zgodził, bo ileż można słuchać smęcenia…he he! Zdziwił się, bo zrobili więcej niż planował, i nie tylko podołali, ale chcieli jeszcze- on się już jednak wypompował…he he!
Drugi rok z rzędu na huczne zakończenie wakacji ministrowie wraz z księdzem, i tym razem Andrzejem (tatą Martynki), popłynęli Nysą Kłodzką. Na pontonach. Trzy godzinki wesołych zmagań z rzeką i pagajami. Cudowny pobudzacz apetytu. Mikołaj wprawił nas potem w niemałe osłupienie, gdy w ząbkowickim „Rancho” pochłonął pizzę jumbo (rozmiar XXL), a później jeszcze pomógł Piotrkowi pałaszować jego danie- mają młodzi głoda!

Tyle różności z naszej codzienności, na przestrzeni od września tamtego do tego. Pobłogosław, Panie, czas, który przed nami- siłę daj, byśmy pośród zniechęceń i skandali dalej szli!

proboszczu Wojtku


• Autorzy zdjęć: Kasia Wolanin, Kasia Chrzanowska, Aneta Chróst, Marek Koprowski, Zakład Fotograficzny „A. M. Studio”.

WIĘCEJ ZDJĘĆ