CZŁEK I SŁOWO
Dodane przez Administrator dnia Kwiecień 05 2019 21:51:21

CZŁEK I SŁOWO

(Boże Narodzenie 2018’)

W nasze radosne świętowanie narodzin Zbawiciela wkrada się niewesołe pytanie – dlaczego „swoi Go nie przyjęli”? Niepokojące tym bardziej, że my przecież też uważamy się za swoich. Za „Samych swoich”, można by powiedzieć, wszak większość z nas zza Buga…

Tak czekali, tak wyglądali, tak pragnęli i tęsknili, a potem Go nie poznali – szok! Co przyczyną, jaka ona?

Może to kwestia uważności, wagi?

Przyszedł jako Słowo, a tu słów tak wiele – jakże łatwo Go przegapić! Dziś tym bardziej, kiedy to liczba słów wrosła znacząco. Ponadto wiele z nich tak mocno straciło na wartości i znaczeniu. Obecnie więc jeszcze trudniej - dostrzec, docenić i pokochać Słowo! Dziś jeszcze trudniej przyjąć i skorzystać. Ze zbawienia!

Pozwólcie, że raz jeszcze nawiążę do książki, o której już wspominałem. „Burka w Nepalu nazywa się sari”, Edyty Stępczak. Ważna pozycja. Najpierw przez wzgląd na treść. Ale także ze względu na formę. Intelekt przy czytaniu odczuwa rozkosz, bo słowa, które chłonie są jasne, precyzyjne, znaczące. Użyte świadomie, uczciwie. Oczywiście to kwestia talentu Autorki, ale też jej odpowiedzialności za słowo. Otóż to, poczucie odpowiedzialności każe ważyć słowa. Ta waga właśnie może nam pomóc dostrzec ciężar Słowa, które jest Bogiem!

Przyszedł jako człowiek. „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (List do Hebrajczyków). „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami” (Ewangelia Jana). A tu ludzi tak wielu. Tłumy tak niezliczone. Na Facebooku i Twitterze tysiące znajomych. Jak rozpoznać i nie przegapić tego Jedynego, Najważniejszego? Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

CZŁEK I SŁOWO

(Boże Narodzenie 2018’)

W nasze radosne świętowanie narodzin Zbawiciela wkrada się niewesołe pytanie – dlaczego „swoi Go nie przyjęli”? Niepokojące tym bardziej, że my przecież też uważamy się za swoich. Za „Samych swoich”, można by powiedzieć, wszak większość z nas zza Buga…

Tak czekali, tak wyglądali, tak pragnęli i tęsknili, a potem Go nie poznali – szok! Co przyczyną, jaka ona?

Może to kwestia uważności, wagi?

Przyszedł jako Słowo, a tu słów tak wiele – jakże łatwo Go przegapić! Dziś tym bardziej, kiedy to liczba słów wrosła znacząco. Ponadto wiele z nich tak mocno straciło na wartości i znaczeniu. Obecnie więc jeszcze trudniej - dostrzec, docenić i pokochać Słowo! Dziś jeszcze trudniej przyjąć i skorzystać. Ze zbawienia!

Pozwólcie, że raz jeszcze nawiążę do książki, o której już wspominałem. „Burka w Nepalu nazywa się sari”, Edyty Stępczak. Ważna pozycja. Najpierw przez wzgląd na treść. Ale także ze względu na formę. Intelekt przy czytaniu odczuwa rozkosz, bo słowa, które chłonie są jasne, precyzyjne, znaczące. Użyte świadomie, uczciwie. Oczywiście to kwestia talentu Autorki, ale też jej odpowiedzialności za słowo. Otóż to, poczucie odpowiedzialności każe ważyć słowa. Ta waga właśnie może nam pomóc dostrzec ciężar Słowa, które jest Bogiem!

Przyszedł jako człowiek. „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (List do Hebrajczyków). „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami” (Ewangelia Jana). A tu ludzi tak wielu. Tłumy tak niezliczone. Na Facebooku i Twitterze tysiące znajomych. Jak rozpoznać i nie przegapić tego Jedynego, Najważniejszego?

Ksiądz Józef, emeryt, tradycyjnie gościł u nas przed Świętami z posługą w konfesjonale. Był tu kiedyś proboszczem. Dwadzieścia parę lat temu, przez pięć kolejnych. Dawne czasy. Po spowiedzi, przed opuszczeniem kościoła, wędrował między ławkami i pozdrawiał obecnych. Się temu przyglądałem. „Helenka, Zenek, Rysiek, Janek, Wiesiu…”, wymieniał imiona. Wszystkich pamięta. Po takim czasie! Musi mieć dobrą pamięć, ale i uważność niemałą.

Oto wielka tajemnica wiary – UWAŻNOŚĆ! Na słowo i człowieka! Uważajmy zatem! Amen!

Proboszczu Wojtku