PRZEKAZ
Dodane przez Administrator dnia Kwiecień 05 2019 22:01:02

PRZEKAZ

(10 lutego 2019 roku)

W czasie ferii miałem okazję spotkać się z moimi wychowankami sprzed ponad dwudziestu lat. Pogawędziliśmy serdecznie. Zapytałem ich, co w życiu dorosłym okazało się dla nich najtrudniejsze? Odpowiedzieli zgodnie, że odpowiedzialność za dzieci. Troska o to, żeby je dobrze wychować. Żeby umiejętnie przekazać im to, co najważniejsze. O takim przekazie pisał dziś do nas św. Paweł – „Przekazałem wam to, co przejąłem – Ewangelię!”. Dopytywałem dalej – a w tej misji przekazu, co uznajecie za trud największy? Bycie autorytetem, orzekli jednogłośnie!

Bycie autorytetem! Jak, co, żeby mogło się udać?

Szperając po Necie, trafiłem ostatnio na taką myśl Einsteina: „Jesteśmy w sytuacji dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. Dziecko wie, że ktoś musiał napisać te książki, ale nie wie jak. Nie rozumie ono języków, w których owe książki zostały napisane. Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie, co to jest. Taki, wydaje mi się, jest stosunek nawet najbardziej inteligentnej istoty ludzkiej do Boga”. Jakaż pokora! Umysł tak genialny, a jednak jakże skromny, świadom swych ograniczeń. Fascynujące!

Czasem wydaje się nam, że to przede wszystkim pewność siebie buduje naszą pozycję, ale moje doświadczenie pedagogiczne (27 lat) tego nie potwierdza. Spójrzmy na filary historii zbawienia, o których mowa w dzisiejszych czytaniach. Izajasz – „Jestem mężem o nieczystych wargach!”. Paweł – „Jestem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem!”. Piotr – „Jestem człowiekiem grzesznym!”. Wielkość pokornie skłania głowę. Wbrew pozorom świadomość słabości może być mocą. Może, uwierzcie!

Co jeszcze może budować autorytet, co jeszcze może go tworzyć? Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

PRZEKAZ

(10 lutego 2019 roku)

W czasie ferii miałem okazję spotkać się z moimi wychowankami sprzed ponad dwudziestu lat. Pogawędziliśmy serdecznie. Zapytałem ich, co w życiu dorosłym okazało się dla nich najtrudniejsze? Odpowiedzieli zgodnie, że odpowiedzialność za dzieci. Troska o to, żeby je dobrze wychować. Żeby umiejętnie przekazać im to, co najważniejsze. O takim przekazie pisał dziś do nas św. Paweł – „Przekazałem wam to, co przejąłem – Ewangelię!”. Dopytywałem dalej – a w tej misji przekazu, co uznajecie za trud największy? Bycie autorytetem, orzekli jednogłośnie!

Bycie autorytetem! Jak, co, żeby mogło się udać?

Szperając po Necie, trafiłem ostatnio na taką myśl Einsteina: „Jesteśmy w sytuacji dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. Dziecko wie, że ktoś musiał napisać te książki, ale nie wie jak. Nie rozumie ono języków, w których owe książki zostały napisane. Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie, co to jest. Taki, wydaje mi się, jest stosunek nawet najbardziej inteligentnej istoty ludzkiej do Boga”. Jakaż pokora! Umysł tak genialny, a jednak jakże skromny, świadom swych ograniczeń. Fascynujące!

Czasem wydaje się nam, że to przede wszystkim pewność siebie buduje naszą pozycję, ale moje doświadczenie pedagogiczne (27 lat) tego nie potwierdza. Spójrzmy na filary historii zbawienia, o których mowa w dzisiejszych czytaniach. Izajasz – „Jestem mężem o nieczystych wargach!”. Paweł – „Jestem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem!”. Piotr – „Jestem człowiekiem grzesznym!”. Wielkość pokornie skłania głowę. Wbrew pozorom świadomość słabości może być mocą. Może, uwierzcie!

Co jeszcze może budować autorytet, co jeszcze może go tworzyć?

Izajasz, uznając swoją niedoskonałość, oświadcza jednak ostatecznie Bogu – „Oto ja, poślij mnie!”. Przyjmuje wyzwanie. Podejmuje ryzyko. Odwaga wynikająca z przekonania, że tak trzeba, że to jest słuszne. Film Marii Sadowskiej „Dzień Kobiet”. Główna bohaterka Halina (Katarzyna Kwiatkowska) zostaje kierowniczką sklepu. Placówka ta należy do sieci dyskontowej zwanej tutaj „Motylkiem”. Utarg ponad wszystko, wiadomo! Nieważne ludzkie możliwości i potrzeby. Halina jest zmuszana (ma kredyt, więc musi się godzić na presję) do nieludzkiego traktowania koleżanek. Sytuacja kończy się tragedią. Wina spada na kierowniczkę. Zostaje wyrzucona. Podejmuje walkę. O prawdę. O godność. O odszkodowanie. Przeciwnik jest jednak potężny. Nęka ją i zastrasza. Skutecznie! W momencie rezygnacji dociera jednak do Haliny przesłanie od jej matki, która właśnie umarła – „Jestem z Ciebie dumna, ja nigdy o nic w życiu nie walczyłam!”. Jest się więc o co oprzeć, od czego odbić, do czego odnieść. Są takie sytuacje w życiu, kiedy nie da się schować głowy w piasek, jeśli chce się zachować szacunek do samego siebie, jeśli chce się obronić swój autorytet…

Jeszcze jakiś element tej mozaiki?

Nadzieja większa od doświadczenia! W dzisiejszej Ewangelii widzimy Szymona Piotra, który wraca z nieudanego połowu. Musi być nieźle sfrustrowany ten wprawiony w swoim fachu rybak, któremu tym razem nic się nie udało. I oto słyszy od Jezusa, że ma wypłynąć powtórnie. Spróbować jeszcze raz. Cóż! Cóż Jezus może wiedzieć o łowieniu? Zaufanie bierze jednak górę – „Na Twoje słowo zarzucę sieć!”. Sięganie po niemożliwe. Szukanie głębi. Pielęgnowanie marzeń. Praktykowanie fantazji. Popróbuj, a zobaczysz jak to działa…he he!

Niech działa! Amen!

Proboszczu Wojtku