STUDNIA
Dodane przez Administrator dnia Kwiecień 05 2019 22:14:49

STUDNIA

(17 marca 2019 roku)

Haruki Murakami w książce „Kronika Ptaka Nakręcacza” opowiada historię Toru Okady, trzydziestolatka, który jest początkującym prawnikiem. Dość beztroskim. Od sześciu lat szczęśliwie żonatym z Kumiko. Mieszkającym wraz z nią w samodzielnym domu, tanio wynajmowanym od jego wuja. Wszystko toczy się błogo. Do dnia, w którym żona odchodzi bez słowa. Prawdopodobnie do innego mężczyzny. Jak to przeżyć? Jak poradzić sobie z zaskoczeniem, żalem, rozpaczą? Jak nie zwariować? Ciężko! Bardzo ciężko! Jak deski ratunkowej, Toru chwyta się myśli o wyschniętej studni na pobliskiej, opuszczonej posesji. Kupuje sznurkową drabinkę strażacką i z jej pomocą schodzi w głąb niej. Jak się potem okaże, na dwie doby. Początkowo będą mu doskwierać chłód, głód, ciemność i wilgoć, ale z czasem się przyzwyczai. Złapie dystans. Wyrwał się z rzeczywistości, która go przerosła. Myśli trochę się uspokoją. Emocje stonują nieco. Studnia przyniesie ocalenie!

Oderwać się, w wyobraźni lub rzeczywiście, jeśli jest taka możliwość, z biegu spraw codziennych. Z mechaniczności i rutyny. Z problemów, trosk, ale i uciech. Ku temu właśnie Wielki Post, który obecnie przeżywamy!

We fragmencie Księgi Wyjścia (pierwsze czytanie) słyszeliśmy, jak Bóg wzywa Abrama, by opuścił na chwilę swój namiot i popatrzył na gwiazdy. By na jakiś czas wyszedł ze swej bezpiecznej przestrzeni i rozejrzał się wokół, by zobaczył wszystko w nieco innym wymiarze i świetle. Zyskał nowe spojrzenie.

Podobny motyw zauważamy w dzisiejszej Ewangelii. Jezus zabiera ze sobą wybranych uczniów, Piotra, Jakuba i Jana, na wysoką górę (domyślamy się jej wielkości po zmęczeniu, które potem u nich zobaczymy). Wychodzi z nimi ponad codzienność, by zdobyli nową perspektywę.

Dlaczego to takie ważne, by raz na jakiś czas zejść w głąb, wyjść poza, wspiąć się na? Czy to rzeczywiście takie niezbędne, jak prawią praojcowie? Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

STUDNIA

(17 marca 2019 roku)

Haruki Murakami w książce „Kronika Ptaka Nakręcacza” opowiada historię Toru Okady, trzydziestolatka, który jest początkującym prawnikiem. Dość beztroskim. Od sześciu lat szczęśliwie żonatym z Kumiko. Mieszkającym wraz z nią w samodzielnym domu, tanio wynajmowanym od jego wuja. Wszystko toczy się błogo. Do dnia, w którym żona odchodzi bez słowa. Prawdopodobnie do innego mężczyzny. Jak to przeżyć? Jak poradzić sobie z zaskoczeniem, żalem, rozpaczą? Jak nie zwariować? Ciężko! Bardzo ciężko! Jak deski ratunkowej, Toru chwyta się myśli o wyschniętej studni na pobliskiej, opuszczonej posesji. Kupuje sznurkową drabinkę strażacką i z jej pomocą schodzi w głąb niej. Jak się potem okaże, na dwie doby. Początkowo będą mu doskwierać chłód, głód, ciemność i wilgoć, ale z czasem się przyzwyczai. Złapie dystans. Wyrwał się z rzeczywistości, która go przerosła. Myśli trochę się uspokoją. Emocje stonują nieco. Studnia przyniesie ocalenie!

Oderwać się, w wyobraźni lub rzeczywiście, jeśli jest taka możliwość, z biegu spraw codziennych. Z mechaniczności i rutyny. Z problemów, trosk, ale i uciech. Ku temu właśnie Wielki Post, który obecnie przeżywamy!

We fragmencie Księgi Wyjścia (pierwsze czytanie) słyszeliśmy, jak Bóg wzywa Abrama, by opuścił na chwilę swój namiot i popatrzył na gwiazdy. By na jakiś czas wyszedł ze swej bezpiecznej przestrzeni i rozejrzał się wokół, by zobaczył wszystko w nieco innym wymiarze i świetle. Zyskał nowe spojrzenie.

Podobny motyw zauważamy w dzisiejszej Ewangelii. Jezus zabiera ze sobą wybranych uczniów, Piotra, Jakuba i Jana, na wysoką górę (domyślamy się jej wielkości po zmęczeniu, które potem u nich zobaczymy). Wychodzi z nimi ponad codzienność, by zdobyli nową perspektywę.

Dlaczego to takie ważne, by raz na jakiś czas zejść w głąb, wyjść poza, wspiąć się na? Czy to rzeczywiście takie niezbędne, jak prawią praojcowie?

W drugim dzisiejszym czytaniu z Listu św. Pawła do Filipian słyszeliśmy jego zachętę do zastanawiania się nad naszym losem. Nad treścią naszych dni. Nad celem naszych dążeń. By zobaczyć, ocenić, docenić. Skorygować, a może i zmienić, jeśli trzeba i jest nadzieja, kształt naszego życia. Właśnie po to te wszystkie studnie, gwiazdy i góry. Właśnie po to. Dla refleksji, zadumy, pomyślenia!

We wrocławskim „Capitolu” spektakl „Blaszany bębenek”, według powieści Güntera Grassa, pod tym samym tytułem. Znamy tę książkę i film na jej podstawie. Historia chłopca imieniem Oskar (w przedstawieniu, na którym byłem doskonała kreacja Agaty Kucińskiej z Teatru Lalek), który postanawia nie dorastać – tak naprawdę z przyczyny wypadku, ale według jego idei z powodu niezgody na rzeczywistość. Niezgody na świat. Na taki świat! Pomiędzy rozmaitymi pretensjami Oskar ma też żal do Boga. Może zwłaszcza do Niego. Ogromny żal. Gorzki wyrzut, który postanawia wykrzyczeć – dosłownie! Szydzi z Chrystusa i Jego bezsilności wobec zła. W obliczu wojny. Z Jego bezradności wobec „Gazownika”, który okazuje się być o wiele bardziej skuteczny niż Zbawiciel. Przejmujący krzyk. Wrzask. Donośny i uzasadniony, wszak…

Właśnie. Boimy się do tego przyznać, bo przecież pobożność i zaufanie, ale i w nas niemało takiego żalu, takiej pretensji. Te wszystkie wypadki, raki, zdrady, wojny, okrucieństwa. Te wszystkie nasze ziemskie piekła. Chciałoby się nie raz wrzasnąć w niebo z całą naszą mocą i niemocą – gdzieś Ty?Bezradność Boga? Co z nią? Co z Nim? Bij łbem w skałę, nie rozgryziesz. Wódka ukoi ledwo na chwilę. Niewiara wyjściem, wyzwoleniem? Nie chcę żyć bez nadziei! Wierzę. Mimo. Wbrew. Krucho, ale jednak. Tak! I kiedy taka pokorna ufność zagości we mnie, On przyjdzie – zapewniają ci z duchowym autorytetem i doświadczeniem! Chcę i ja to odczuć, pragnę! Dotknąć potęgi Wszechmocnego. Choć na chwilę, choć odrobinę…

Bóg polecił Abramowi wyjść z namiotu, by mu ukazać firmament, swoją w nim fantazję i moc – „policz gwiazdy, jeśli zdołasz!”. Jezus wziął ze sobą uczniów na Górę Przemienienia, by mogli zobaczyć przyszłą chwałę nieba, by umocnić ich serca na czas trudny, okrutny, który bezwzględnie nadciągał. Takiej dosłowności nie mam co szukać w życiu mym, ale wsłuchuję się uważnie i próbuję wyczuć ten „lekki powiew wiatru”, o którym świadczył Eliasz. Według niego Wszechmocny taką właśnie ma manierę – subtelnie potęgę swą okazywać! Po to te wszystkie studnie, polany, wzniesienia…Po to!

I trzeci motyw. Motywacja. Uzasadnienie. „Tyś jest mój Syn Wybrany!”, usłyszał Jezus na górze od Boga. I usłyszeli uczniowie. Miłość Boga, która nie lekceważy, nie pomija, nie spycha na margines. Ileż w nas smutku czasem z powodu odczucia, że ma się nas za nic. Że jesteśmy mało warci, nieatrakcyjni, niepotrzebni. Że nie spełniamy oczekiwań. Nie stajemy na wysokości zadań. Wiara w Boga bardzo konkretnie przekłada się na wiarę w człowieka, w nas samych. Kiedy się oderwę od mego kieratu myśli i zajęć, mam szansę usłyszeć w głębi duszy- wybrałem cię, by kochać! Cenić, wspierać, popierać. Masz Mnie po swojej stronie!
Właśnie po to te wszystkie Wielkie Posty, zejścia, wyjścia i wejścia. Właśnie po to!

Proboszczu Wojtku


• Na zdjęciu od lewej: Maciej Maciejewski, Katarzyna Pietruska, Alicja Kalinowska, Błażej Stencel. Foto: Łukasz Giza. Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu.