„TEN OBCY”
Dodane przez Administrator dnia Maj 12 2012 12:28:09

TEN OBCY           (6 maja 2012)

       Swego czasu przy ul. Lubuskiej we Wrocławiu, na takim wielkim bloku zwanym „żyletkowcem”, królował przez długi czas ogromny napis wykonany sprayem: „W TEJ KRAINIE OBCY GINIE!”.

Twardy dystans, który towarzyszy narodom, społecznościom, od zarania dziejów. Po części wynikający pewnie z obaw, po części z zamkniętości. I tak dla Żydów takim obcym był (jest) „goj”, dla Amerykanów „gringo”, dla Cyganów „gadzio” itp., itd. Obcość postrzegana wrogo, nierzadko pogardliwie. Postawa, którą można by oddać staropolskim- „ta, łun nie nasz!”.

W takiej oto sytuacji znalazł się Szaweł. Słyszeliśmy, że pragnął się przyłączyć do chrześcijan w Jerozolimie, ale nikt nie chciał z nim rozmawiać. Nikt nie miał ochoty nawiązywać z nim kontaktu. Dla wyznawców Jezusa był kimś obcym- co więcej, różne rzeczy się o nim słyszało… Trafił na mur, przez który nijak nie mógł się przebić. Pomyślmy przez chwilę o tym, co mogłoby się stać, gdyby za tym murem pozostał? Może jego wiara neofity umarłaby śmiercią naturalną? Albo może założyłby jakiś równoległy kościół, wyprzedzając o długie wieki rozbicie chrześcijaństwa? Całą sprawę, jak wiemy, uratował jednak Barnaba. To on odważył się otworzyć na Szawła, dał mu szansę zaistnienia we wspólnocie, on go do niej wprowadził. Znamy efekt tej postawy.

      Analizując tę sytuację, zaryzykujmy stwierdzenie, że poziom kultury danej społeczności można mierzyć między innymi jej stosunkiem do obcych. Oczywiście, ostrożność wobec nich jest zrozumiała, a nawet wskazana, wszak zaufanie buduje się latami i doświadczeniami, ale nie wyklucza się ona z otwartością. Idąc dalej, trzeba nam przyznać, że ową otwartość można i trzeba uznać za owoc trwania w Chrystusie.

Otwartość Jezusa. Wiele przykładów. Choćby Jego rozmowa z Samarytanką przy studni Jakubowej. Jak wiadomo, Samarytanie byli w pogardzie u Żydów- uważano ich za obcych i mało pobożnych. Z zasady nie podejmowano więc z nimi dialogu. Albo przypowieść Pana o „Miłosiernym Samarytaninie”. Człowiek w potrzebie został pominięty przez swoich, a obcy okazał mu pomoc. Lub też uzdrowienie przez Jezusa sługi setnika, który był nie tylko kimś obcym, ale i wrogiem- żołnierzem okupującej armii. Co więcej, Chrystus uczynił z jego postawy przykład wiary pokornej i potężnej zarazem, „jakiej nie znalazł wśród swoich”.

       Przed kilkoma laty na wakacjach pomiędzy Chełmem, a Włodawą- dokładnie w Woli Uhruskiej. Po znalezieniu kwatery udałem się na wieczorny spacer, by nieco oswoić nowe miejsce. Kiedy zbliżałem się do centrum tej miejscowości, zauważyłem na swej drodze idącą z przeciwka grupkę chłopaków w wieku lat około dwudziestu. Szli pewnym krokiem, bujając się na boki- jak to dziś mówią, „wożąc się po swoim terenie”. I u mnie chód małpi, więc pomyślałem szybko- niechybnie się zderzymy! Dłonie odruchowo mi się zacisnęły, napięcie zaczęło wzrastać. Będąc tuż przede mną, chłopaki się zatrzymały. Ja też. I wtedy powalili mnie błyskawicznie, z zaskoczenia… Mianowicie, najpierw się przywitali, potem zapytali, jak się czuję w ich wiosce jako gość, a na koniec życzyli mi miłego pobytu… Do dziś nie mogę się otrząsnąć z szoku… he he !  I może to właśnie dzięki ich życzeniu, spędziłem tam wtedy nad Bugiem dziesięć pięknych, urlopowych dni…

       Obudzić w sobie Barnabę, to mobilizować się do otwartości. Postawa taka może przynieść zupełnie niespodziewane efekty, całkowicie przerastające nasze oczekiwania, czy wyobrażenie. Może się na przykład okazać, że oto przygarnęliśmy Apostoła Narodów, na którym Bóg zapragnął oprzeć budowanie swojego Kościoła. Albo też po prostu może uda się nam w ten sposób umilić komuś pobyt wśród nas, dodając dobre chwile do jego życia. Tak, czy siak warto! Amen!

 


Rozszerzona zawartość newsa

TEN OBCY           (6 maja 2012)

       Swego czasu przy ul. Lubuskiej we Wrocławiu, na takim wielkim bloku zwanym „żyletkowcem”, królował przez długi czas ogromny napis wykonany sprayem: „W TEJ KRAINIE OBCY GINIE!”.

Twardy dystans, który towarzyszy narodom, społecznościom, od zarania dziejów. Po części wynikający pewnie z obaw, po części z zamkniętości. I tak dla Żydów takim obcym był (jest) „goj”, dla Amerykanów „gringo”, dla Cyganów „gadzio” itp., itd. Obcość postrzegana wrogo, nierzadko pogardliwie. Postawa, którą można by oddać staropolskim- „ta, łun nie nasz!”.

W takiej oto sytuacji znalazł się Szaweł. Słyszeliśmy, że pragnął się przyłączyć do chrześcijan w Jerozolimie, ale nikt nie chciał z nim rozmawiać. Nikt nie miał ochoty nawiązywać z nim kontaktu. Dla wyznawców Jezusa był kimś obcym- co więcej, różne rzeczy się o nim słyszało… Trafił na mur, przez który nijak nie mógł się przebić. Pomyślmy przez chwilę o tym, co mogłoby się stać, gdyby za tym murem pozostał? Może jego wiara neofity umarłaby śmiercią naturalną? Albo może założyłby jakiś równoległy kościół, wyprzedzając o długie wieki rozbicie chrześcijaństwa? Całą sprawę, jak wiemy, uratował jednak Barnaba. To on odważył się otworzyć na Szawła, dał mu szansę zaistnienia we wspólnocie, on go do niej wprowadził. Znamy efekt tej postawy.

      Analizując tę sytuację, zaryzykujmy stwierdzenie, że poziom kultury danej społeczności można mierzyć między innymi jej stosunkiem do obcych. Oczywiście, ostrożność wobec nich jest zrozumiała, a nawet wskazana, wszak zaufanie buduje się latami i doświadczeniami, ale nie wyklucza się ona z otwartością. Idąc dalej, trzeba nam przyznać, że ową otwartość można i trzeba uznać za owoc trwania w Chrystusie.

Otwartość Jezusa. Wiele przykładów. Choćby Jego rozmowa z Samarytanką przy studni Jakubowej. Jak wiadomo, Samarytanie byli w pogardzie u Żydów- uważano ich za obcych i mało pobożnych. Z zasady nie podejmowano więc z nimi dialogu. Albo przypowieść Pana o „Miłosiernym Samarytaninie”. Człowiek w potrzebie został pominięty przez swoich, a obcy okazał mu pomoc. Lub też uzdrowienie przez Jezusa sługi setnika, który był nie tylko kimś obcym, ale i wrogiem- żołnierzem okupującej armii. Co więcej, Chrystus uczynił z jego postawy przykład wiary pokornej i potężnej zarazem, „jakiej nie znalazł wśród swoich”.

       Przed kilkoma laty na wakacjach pomiędzy Chełmem, a Włodawą- dokładnie w Woli Uhruskiej. Po znalezieniu kwatery udałem się na wieczorny spacer, by nieco oswoić nowe miejsce. Kiedy zbliżałem się do centrum tej miejscowości, zauważyłem na swej drodze idącą z przeciwka grupkę chłopaków w wieku lat około dwudziestu. Szli pewnym krokiem, bujając się na boki- jak to dziś mówią, „wożąc się po swoim terenie”. I u mnie chód małpi, więc pomyślałem szybko- niechybnie się zderzymy! Dłonie odruchowo mi się zacisnęły, napięcie zaczęło wzrastać. Będąc tuż przede mną, chłopaki się zatrzymały. Ja też. I wtedy powalili mnie błyskawicznie, z zaskoczenia… Mianowicie, najpierw się przywitali, potem zapytali, jak się czuję w ich wiosce jako gość, a na koniec życzyli mi miłego pobytu… Do dziś nie mogę się otrząsnąć z szoku… he he !  I może to właśnie dzięki ich życzeniu, spędziłem tam wtedy nad Bugiem dziesięć pięknych, urlopowych dni…

       Obudzić w sobie Barnabę, to mobilizować się do otwartości. Postawa taka może przynieść zupełnie niespodziewane efekty, całkowicie przerastające nasze oczekiwania, czy wyobrażenie. Może się na przykład okazać, że oto przygarnęliśmy Apostoła Narodów, na którym Bóg zapragnął oprzeć budowanie swojego Kościoła. Albo też po prostu może uda się nam w ten sposób umilić komuś pobyt wśród nas, dodając dobre chwile do jego życia. Tak, czy siak warto! Amen!