„KURS KIEROWANIA TŁUMEM”
Dodane przez Administrator dnia Maj 16 2012 09:58:52

 

KURS KIEROWANIA TŁUMEM            (13 maja 2012)

       Eryk Westin spotkał Jima Warrena Jonesa w Kalifornii. Przeżywał wtedy głęboki duchowy kryzys. Odczuwał w sobie przerażającą pustkę. Był zupełnie zagubiony. Jim był charyzmatycznym kaznodzieją jednego z kościołów chrześcijańskich. Dużo i z przekonaniem mówił o Bogu. Właściwie sprawiał wrażenie, jakby sam był bogiem. Stał się lekarstwem na całe zło, które trapiło Eryka. Przystał więc do jego wspólnoty. W pewnym momencie Jones zaproponował swoim „owieczkom” wyjazd do Gujany, by w dżungli tamtego kraju założyć osadę i stworzyć w niej raj na ziemi. Pomysł przyjęto entuzjastycznie i podjęto jego realizację. Początkowo wydawało się, że życie może być taką błogą sielanką. Z czasem jednak Jim zaczął popadać w dziwne stany psychiczne. Żądał całkowitego oddania i posłuszeństwa. Zrobił się groźny. W końcu doprowadził do zbiorowego samobójstwa niemal całej społeczności. Jedynym, który przypadkowo ocalał był Eryk. Wtedy otworzyły mu się oczy i zrozumiał swoje zniewolenie. Po latach jednak historia zaczęła się powtarzać- on również zaczął gromadzić uczniów i prowadzić ich w podobną stronę..

Wydarzenia opisane w książce Henniga Mankella pt. „Nim nadejdzie mróz”. To kryminał, ale też i ciekawe studium psychologiczne manipulacji. Analiza poszczególnych etapów uzależniania drugiego człowieka. Najpierw zwykle ma miejsce „rozpoznanie”- jakie potrzeby i oczekiwania ma drugi człowiek, jakie ma też słabe punkty? Potem następuje „dopasowanie”- ukazuję mu taki swój obraz, który w pełni będzie odpowiadał jego pragnieniom. W ten sposób podbijam czyjś umysł i serc- wtedy może nastąpić t. zw. „przejęcie tożsamości”. Ten drugi nieświadomie będzie spełniał moją wolę, ukrytą w subtelnej, czasem pośredniej, sugestii, sądząc, że nadal sam o sobie decyduje.

       Pokusa posiadania drugiego człowieka na własność. Chęć sprawowania nad nim całkowitej władzy. Wykorzystywanie go do swoich celów. Dążenia, które od zawsze towarzyszą człowiekowi.

      W czasie stanu wojennego należał do grupki młodzieżowej, której zadaniem było malowanie na murach haseł wolnościowych. Liderzy opozycji zauważyli jego gorliwość i postanowili wysłać go na specjalistyczne szkolenie. Kurs kierowania tłumem w czasie spontanicznych demonstracji. Pojechał pociągiem do Łodzi. Pod pachą miał „Kraj Rad”, jako znak rozpoznawczy. Odebrano go nocą z dworca. Zawieziono do tajemniczej willi na obrzeżach miasta. Kurs trwał dwa tygodnie. Uczestników było kilkunastu. Z całego kraju. Wykładowców było kilku. Ciągle się zmieniali. Nie zmieniał się tylko główny motyw szkolenia- możliwość dysponowania ludzkimi emocjami. Mówiono o „pompowaniu nastrojów” i o tym, że wszystkim można pokierować według wcześniejszych założeń. Że tłum to bezwolna masa. Zrozumiał wtedy, że chodzi o zwyczajną manipulację- w szczytnych celach wprawdzie, ależ przecież o MANIPULACJĘ! Sfrustrowany wrócił do domu i już nigdy nie wrócił do polityki.

       Skąd w człowieku taka pokusa zawładnięcia drugim? Chęć dorównania Bogu?

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do swoich uczniów, że nie chce, aby byli Jego bezwolnymi sługami, którzy nie mają pojęcia, do czego są wykorzystywani. „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.” Oto ludzka godność- nawet sam Bóg nie chce mieć w nas bezwolnych narzędzi, ale partnerów, PRZYJACIÓŁ.

Na bazie takiego właśnie przekonania Kościół naucza na przykład, że autorami Biblii są i Bóg i człowiek. Że stworzyli tę Księgę razem.

Tak więc dążenie do zawładnięcia drugim człowiekiem nie jest naśladowaniem Boga. Jest Jego „prześcignięciem”, a właściwie wypaczeniem Jego Idei.

       Zjawisko to jednak nie miałoby racji bytu, gdyby nie trafiało na podatny grunt. Jest w nas bowiem taka naturalna potrzeba całkowitego oddania komuś, czemuś. W dzisiejszym pierwszym czytaniu z Księgi Dziejów Apostolskich, zobaczyliśmy rzymianina Korneliusza, który spotyka Piotra Apostoła. Z pewnością nasłuchał się o nim niesamowitych rzeczy. Że jest przywódcą wspólnot chrześcijańskich. Że dokonuje cudów. Że mądrze naucza. Na jego widok pada więc na kolana i chce mu oddać cześć niemal boską. Na szczęście Piotr reaguje zdrowo, ucinając krótko te zapędy: „ Wstań, ja też jestem człowiekiem.”

Podobna przygoda przydarzyła się Pawłowi i Barnabie w Listrze. Paweł uzdrowił tam chorego człowieka. „  Na widok tego, co uczynił Paweł, tłumy zaczęły wołać po likaońsku: „Bogowie przybrali postać ludzi i zstąpili do nas!” Barnabę nazywali Zeusem, a Pawła Hermesem, gdyż głównie on przemawiał. A kapłan Zeusa, który miał świątynię przed miastem, przywiódł przed bramę woły i przyniósł wieńce i chciał razem z tłumem złożyć ofiarę.
Na wieść o tym apostołowie Barnaba i Paweł rozdarli swe szaty i rzucili się w tłum, krzycząc: „Ludzie, dlaczego to robicie! My także jesteśmy ludźmi, podobnie jak wy podlegamy cierpieniom. Nauczamy was, abyście odwrócili się od tych marności do Boga żywego.”

Apostołowie nie ulegali więc pokusie „boskości”, choć z pewnością mogli wyciągnąć swoje ręce ,każąc je całować, rozkoszując się władzą nad tłumami.

       Reasumując: JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI BOGA. Nie znaczy to jednak, że jesteśmy bogami. Ale  znaczy to, że nie jesteśmy  istotami bezwolnymi, które ktoś miałby prawo traktować, jak narzędzia. Amen!

 


Rozszerzona zawartość newsa

 

KURS KIEROWANIA TŁUMEM            (13 maja 2012)

       Eryk Westin spotkał Jima Warrena Jonesa w Kalifornii. Przeżywał wtedy głęboki duchowy kryzys. Odczuwał w sobie przerażającą pustkę. Był zupełnie zagubiony. Jim był charyzmatycznym kaznodzieją jednego z kościołów chrześcijańskich. Dużo i z przekonaniem mówił o Bogu. Właściwie sprawiał wrażenie, jakby sam był bogiem. Stał się lekarstwem na całe zło, które trapiło Eryka. Przystał więc do jego wspólnoty. W pewnym momencie Jones zaproponował swoim „owieczkom” wyjazd do Gujany, by w dżungli tamtego kraju założyć osadę i stworzyć w niej raj na ziemi. Pomysł przyjęto entuzjastycznie i podjęto jego realizację. Początkowo wydawało się, że życie może być taką błogą sielanką. Z czasem jednak Jim zaczął popadać w dziwne stany psychiczne. Żądał całkowitego oddania i posłuszeństwa. Zrobił się groźny. W końcu doprowadził do zbiorowego samobójstwa niemal całej społeczności. Jedynym, który przypadkowo ocalał był Eryk. Wtedy otworzyły mu się oczy i zrozumiał swoje zniewolenie. Po latach jednak historia zaczęła się powtarzać- on również zaczął gromadzić uczniów i prowadzić ich w podobną stronę..

Wydarzenia opisane w książce Henniga Mankella pt. „Nim nadejdzie mróz”. To kryminał, ale też i ciekawe studium psychologiczne manipulacji. Analiza poszczególnych etapów uzależniania drugiego człowieka. Najpierw zwykle ma miejsce „rozpoznanie”- jakie potrzeby i oczekiwania ma drugi człowiek, jakie ma też słabe punkty? Potem następuje „dopasowanie”- ukazuję mu taki swój obraz, który w pełni będzie odpowiadał jego pragnieniom. W ten sposób podbijam czyjś umysł i serc- wtedy może nastąpić t. zw. „przejęcie tożsamości”. Ten drugi nieświadomie będzie spełniał moją wolę, ukrytą w subtelnej, czasem pośredniej, sugestii, sądząc, że nadal sam o sobie decyduje.

       Pokusa posiadania drugiego człowieka na własność. Chęć sprawowania nad nim całkowitej władzy. Wykorzystywanie go do swoich celów. Dążenia, które od zawsze towarzyszą człowiekowi.

      W czasie stanu wojennego należał do grupki młodzieżowej, której zadaniem było malowanie na murach haseł wolnościowych. Liderzy opozycji zauważyli jego gorliwość i postanowili wysłać go na specjalistyczne szkolenie. Kurs kierowania tłumem w czasie spontanicznych demonstracji. Pojechał pociągiem do Łodzi. Pod pachą miał „Kraj Rad”, jako znak rozpoznawczy. Odebrano go nocą z dworca. Zawieziono do tajemniczej willi na obrzeżach miasta. Kurs trwał dwa tygodnie. Uczestników było kilkunastu. Z całego kraju. Wykładowców było kilku. Ciągle się zmieniali. Nie zmieniał się tylko główny motyw szkolenia- możliwość dysponowania ludzkimi emocjami. Mówiono o „pompowaniu nastrojów” i o tym, że wszystkim można pokierować według wcześniejszych założeń. Że tłum to bezwolna masa. Zrozumiał wtedy, że chodzi o zwyczajną manipulację- w szczytnych celach wprawdzie, ależ przecież o MANIPULACJĘ! Sfrustrowany wrócił do domu i już nigdy nie wrócił do polityki.

       Skąd w człowieku taka pokusa zawładnięcia drugim? Chęć dorównania Bogu?

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do swoich uczniów, że nie chce, aby byli Jego bezwolnymi sługami, którzy nie mają pojęcia, do czego są wykorzystywani. „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.” Oto ludzka godność- nawet sam Bóg nie chce mieć w nas bezwolnych narzędzi, ale partnerów, PRZYJACIÓŁ.

Na bazie takiego właśnie przekonania Kościół naucza na przykład, że autorami Biblii są i Bóg i człowiek. Że stworzyli tę Księgę razem.

Tak więc dążenie do zawładnięcia drugim człowiekiem nie jest naśladowaniem Boga. Jest Jego „prześcignięciem”, a właściwie wypaczeniem Jego Idei.

       Zjawisko to jednak nie miałoby racji bytu, gdyby nie trafiało na podatny grunt. Jest w nas bowiem taka naturalna potrzeba całkowitego oddania komuś, czemuś. W dzisiejszym pierwszym czytaniu z Księgi Dziejów Apostolskich, zobaczyliśmy rzymianina Korneliusza, który spotyka Piotra Apostoła. Z pewnością nasłuchał się o nim niesamowitych rzeczy. Że jest przywódcą wspólnot chrześcijańskich. Że dokonuje cudów. Że mądrze naucza. Na jego widok pada więc na kolana i chce mu oddać cześć niemal boską. Na szczęście Piotr reaguje zdrowo, ucinając krótko te zapędy: „ Wstań, ja też jestem człowiekiem.”

Podobna przygoda przydarzyła się Pawłowi i Barnabie w Listrze. Paweł uzdrowił tam chorego człowieka. „  Na widok tego, co uczynił Paweł, tłumy zaczęły wołać po likaońsku: „Bogowie przybrali postać ludzi i zstąpili do nas!” Barnabę nazywali Zeusem, a Pawła Hermesem, gdyż głównie on przemawiał. A kapłan Zeusa, który miał świątynię przed miastem, przywiódł przed bramę woły i przyniósł wieńce i chciał razem z tłumem złożyć ofiarę.
Na wieść o tym apostołowie Barnaba i Paweł rozdarli swe szaty i rzucili się w tłum, krzycząc: „Ludzie, dlaczego to robicie! My także jesteśmy ludźmi, podobnie jak wy podlegamy cierpieniom. Nauczamy was, abyście odwrócili się od tych marności do Boga żywego.”

Apostołowie nie ulegali więc pokusie „boskości”, choć z pewnością mogli wyciągnąć swoje ręce ,każąc je całować, rozkoszując się władzą nad tłumami.

       Reasumując: JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI BOGA. Nie znaczy to jednak, że jesteśmy bogami. Ale  znaczy to, że nie jesteśmy  istotami bezwolnymi, które ktoś miałby prawo traktować, jak narzędzia. Amen!