„STACHUNIU BAJKARZ”
Dodane przez Administrator dnia Październik 19 2012 18:34:01

STACHUNIU BAJKARZ


(pogrzeb śp. Staszka Galika, 18 października 2012 roku)


      'Tak oto przyszło nam dziś pożegnać STACHUNIA BAJKARZA. Tak go nazywali rówieśnicy w dzieciństwie. Czytaj dalej...


Rozszerzona zawartość newsa

STACHUNIU BAJKARZ


(pogrzeb śp. Staszka Galika, 18 października 2012 roku)


       Tak oto przyszło nam dziś pożegnać STACHUNIA BAJKARZA. Tak go nazywali rówieśnicy w dzieciństwie. Człowieka lubianego przez wielu! Jego tragiczne odejście raz kolejny stawia nas w obliczu śmierci, wobec której jesteśmy bezradni, bezsilni. Ona przychodzi wbrew oczekiwaniom i pragnieniom bliskich. Mimo modlitw gorących ludzi kochających i wierzących. Przychodzi nieubłaganie- czasem gwałtownie i niespodzianie.


       W dzisiejszej Ewangelii widzimy podobne tragedie. Oto z polecenia Piłata zabito Galilejczyków składających ofiary świątynne. W Siloe zaś zawaliła się wieża, pod którą zginęło osiemnaście osób. Jezus wyczuwa w sercach otaczających Go ludzi pytanie- dlaczego? Czemu akurat ich to spotkało? Swoim zwyczajem nie odpowiada wprost. Zapewnia najpierw, że ich śmierć nie jest skutkiem jakiejś ich winy, nie jest czymś w rodzaju kary za ich grzechy. Wszyscy jesteśmy takimi samymi grzesznikami. Każdemu z nas mógł i może zdarzyć się taki, lub podobny wypadek. W związku z tą przykrą, ale realną perspektywą, Chrystus wzywa nas do nawrócenia, którego owoc może uczynić nas gotowymi na to, co ostateczne.


Jakie nawrócenie? Jaki owoc?


       W obyczajowości polskiej bardzo silny jest kult zmarłych. Dbałość o groby, częste nawiedzanie cmentarzy. Z pewnością są to wyrazy naszej troski o tych, którzy odeszli. Pamięci, szacunku, modlitwy o ich zbawienie. Myślę jednak, że nie tylko…


       Myślę, że w ten sposób próbujemy też nadrobić względem nich to wszystko, z czym nie zdążyliśmy za ich życia. Chcemy okazać zainteresowanie, czułość, wybaczenie (lub też prosić o nie), pomoc… A to już przecież właściwie nie do nadgonienia. Pierwszym więc owocem naszego nawrócenia może być nieodkładanie niczego na później. Na łaskawszy czas, na wtedy, gdy będę w lepszej formie, gdy znajdę w sobie przestrzeń, siłę, spokój. Gdy stabilizacja, kumulacja i akceptacja będą mi sprzyjać ze wszech miar i stron.


       Dlaczego jeszcze kult zmarłych jest u nas i w nas tak mocny?


A może też i dlatego, że tych, którzy już odeszli po prostu łatwiej jest nam kochać? Nie musimy już przecież obawiać się ich ewentualnego niezrozumienia, lekceważenia, a może i nawet sprzeciwu. Z żyjącymi zawsze są jakieś kłopoty, przed którymi nierzadko wolimy chować głowę w piasek lub umykać, niż się z nimi mierzyć. Ze zmarłymi zaś święty spokój. A jednak to chyba niezupełnie tak. Zdaje się, że możemy tu znaleźć sugestię dotyczącą kolejnego owocu naszej wewnętrznej przemiany- nieuciekanie przed trudem miłości! Przed niełatwymi konfrontacjami, rozstrzygnięciami, decyzjami, krokami. Miłość nieustannie stawia przed nami wyzwania, które domagają się podejmowania. By mogła trwać i rosnąć.


       Do takich refleksji skłania nas dziś ostatnie pożegnanie naszego brata, Staszka. Jego koledzy z klubu motocyklowego Road Runners MC Chapter Chicago, zapamiętali go jako zawsze uśmiechniętego, życzliwego człowieka. Jego pamięć uczcili takim oto wierszem:


Jesteś już tam,


Gdzie prędkość czuć w powietrzu,


Gdzie adrenalina


Jest jak krople deszczu.


Gdzie potężnych maszyn moc,


Gdzie silników ryk


Nuci ci słodką melodię


Do wietrznego snu.


       Amen!